List od niej.

Nie chcę, by ta historia kiedykolwiek zniknęła w czeluściach wirtualnego świata. Chcę ją mieć na wyciągnięcie ręki, by pokazać innym w chwili zwątpienia, że są takie chwile w blogowaniu, które łapią za serce i mocno ściskają, wydobywając tysiąc galopujących myśli. Milion uczuć i chwilową nostalgię.

Odebrałam jej wiadomość przed snem, kiedy już kładłam się spać, ale natchnęło mnie coś, żeby spojrzeć jeszcze do skrzynki. Przeczytałam początek i z uporem maniaka szukałam tekstu, który ją skłoni do napisania wiadomości. Znalazłam, a reszta wywołała u mnie wzruszający uśmiech.

Inny Świat to pierwszy tekst, który powstał pod wpływem emocji, kiedy zupełnie tego nie planowałam i napisałam to, co i tak siedziało w mojej [już nie takiej samej] głowie.

I wtedy pojawiła się Ona:

,,Witam, przeczytałam historię na Pani blogi z 9 sierpnia 2013 i uznałam że muszę podzielić się moją historią- Ku przestrodze. Nie jestem rodzicem, jestem 17 letnią dziewczyną z 17 lat młodszą siostrą. 
A to moja (nasza) historiaMoja mama bardzo ciężko przechodziła ciążę. Moja siostra przyszła na świat w terminie przez cesarskie cięcie. Wszystkie badanie i parametry były w porządku… Do czasu, aż nie zobaczyliśmy z ojcem pielęgniarek biegających po oddziale. Jedna- której twarz pamiętam do dziś (a minęło już 10 miesięcy) wybiegła z zawiniątkiem na rękach z sali operacyjnej prosto do oddziału dla noworodków. Jak się później okazało, mała przestała oddychać tuż po porodzie. „To się zdarza” mówili potem lekarze. Wykonali resuscytację. Jeszcze w ten sam dzień mogliśmy ją zobaczyć. Po 4 dniach byliśmy już w domu –całą rodziną. Koszmar zaczął się 3 dni później. Siedziałam w pokoju z moim chłopakiem usłyszeliśmy przeraźliwe wrzaski, potem do pokoju wpadła mama krzycząc coś że nie oddycha, żeby dzwonić na karetkę. Była w szoku, jak my wszyscy. Wezwałam karetkę, tata wykonał na siostrze parę wdechów. Kiedy przyjechali ratownicy siostra miała już kolorki i wyglądała jak by nigdy nic się nie stało. Lekarz uznał że musiała się zadławić a cały przyjazd był niegodny zachodu. Mimo to –na całe szczęście- rodzice upierali się żeby zawieźć ich do szpitala. Na oddziale przy przyjęciu „bezdechy” powtórzyły się jeszcze kilka razy. A w ciągu najbliższych kilku dni- kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Lekarze rozkładali ręce. Nikt nie wiedział co się dzieje, badania były wzorowe. Mała podtrzymywana przez milion aparatów z czerwonym serduszkiem. Jeździliśmy z ojcem całymi dniami pomiędzy szpitalami zbierając informacje i szukając pomocy. A ataki mojej siostry były coraz dłuższe. Od kilku sekund, do kilku minut bez żadnych funkcji życiowych. Nie jedliśmy, nie spaliśmy, została tylko nadzieja i wiara w lekarzy. Myślałam że umrę, nie wiem co czuli moi rodzice. Ale wiem co czułam ja. I co czuję teraz myśląc o tym. Ogromny ból, i bezradność. Nie widziałam małej bardzo długo nie miałam wstępu na oddział patologii noworodka, tylko najbliższa rodzina (czyt.mąż). Czasem po kryjomu wchodziłam żeby zobaczyć ją choć na chwilę i chwycić za rączkę przez otwory w inkubatorze. Niestety większość tych prób kończyła się bardzo niemiłym wyproszeniem przez lekarzy. Pielęgniarki zawsze przymykały oko J Po milionach badań, i przy coraz większym zagrożeniu życia została przeniesiona na OIOM. Jak na każdym oddziale intensywnej terapii zasady były żelazne. 2 osoby przy inkubatorze, 30 minut dziennie. Przez pierwsze dni jeździłam z rodzicami i wchodziliśmy na zmianę. To był okropny widok. OIOM to oddział bólu, łez, nadziei, i niestety śmierci. To co widzi się na tym oddziale zapamiętuje się na całe życie. I to zmienia człowieka – na całe życie. Dzieci tak małe że jeszcze nawet ich nie przypominają. Nie budzące się, nie oddychające same, z milionem rurek, aparatów, monitorów i co rusz piszczącymi urządzeniami (co ciekawe, w większości podarowanymi przez WOŚP) Potem zachorowałam, nie mogłam jeździć do szpitala. To było okropne, niepewność, nieświadomość. Na oddziale moja siostrę milionem leków przez co prawie w ogóle się nie budziła co było jeszcze bardziej przerażające. Codziennie kiedy dzwonił telefon, modliliśmy się żeby to nie był szpital. Napady ustały samoistnie. Jednoznaczna diagnoza nie została postawiona prawdopodobnie to błąd lekarzy którzy przeprowadzali cesarkę. Narkoza która została podana mojej mamie mogła przeniknąć do łożyska i uszkodzić układ nerwowy. Nasza historia ze szpitalami nie zakończyła się po tych paru tygodniach. Trwało to miesiącami. Na OIOMIE złapała groźne bakterie które potem rozwijały się i powodowały ogromne spustoszenie w jej organizmie. Ale to nie jest już ważne. W tej chwili mam śliczną 9 miesięczną siostrę, rozwija się świetnie i mam nadzieję że mamy to wszystko za sobą. 
Ale chciałam dać dobrą radę KAŻDYM przyszłym rodzicom

1. Po porodzie waszego malucha zakupcie jakikolwiek monitor oddechu. Śmierć łóżeczkowa niemowląt zbiera ogromne żniwo a rodzice nie zdają sobie z tego sprawy. Gdyby nie to że moja siostra pierwszy bezdech dostała 20 minut przed planowanym położeniem jej spać. W tej chwili nadal była bym jedynaczką. 

2. Idźcie na kurs pierwszej pomocy i zapiszcie sobie w widocznym miejscu telefony alarmowe (dlaczego?- powiecie- są łatwe) a dlatego że w stresie człowiek nie myśli racjonalnie, ja mimo że wszystkie numery alarmowe mogę wyrecytować przez sen i jestem po szkoleniu pierwszej pomocy. Kiedy to się stało, najpierw ze stresu zadzwoniłam na policję…

3. Wspierajcie WOŚP, te aparaty naprawdę ratują życie. Na OIOMIE każdy (KAŻDY) noworodek jest podpięty do przynajmniej jednego urządzenia z czerwonym serduszkiem.”


Podpisała się imieniem, w nazwie mejla było nazwisko, ale chciała pozostać anonimowa. Pisała per Pani, a przecież jestem od niej niewiele starsza i byłam tylko rok starsza, kiedy na świat przyszedł Prezes.

Nigdy nie miałam żadnego instynktu macierzyńskiego w stosunku do mojego [o 9 lat młodszego] brata. Nie lubiłam się nim zajmować, przy nim pomagać, mogę nawet stwierdzić, że wtedy po prostu go nienawidziłam. W ogóle nienawidziłam dzieci. I nigdy ich mieć nie chciałam.
Ale pojawił się On i zweryfikował moje poglądy na temat wszystkiego.
Dosłownie.

Są takie szkoły w życiu, które uczą zbyt brutalnie przejść z etapu beztroski, do świata dorosłego. Moje macierzyństwo takie było. Nawet czasami ze smutkiem stwierdzałam, że to wszystko jest za trudne na moją zbyt młodą głowę, kiedy nie potrafiłam sobie emocjonalnie poradzić z natłokiem codzienności. Musiałam walczyć o coś, co w rzeczywistości, powinnam dostać odgórnie, bo zdrowy, 3kilogramowy berbeć, to normalna kolej rzeczy. U mnie jakoś wszystko szło na opak.

I zmieniłam się. O 180 stopni.
A może dojrzałam?

Dostałam od losu zbyt duże buty, takie w których do dnia dzisiejszego nieporadnie się potykam. Kiedy ocieram łzy strachu myśląc o tym jak niewiele brakowało, żeby go stracić. Że wystarczyła minuta, może dwie, żeby nigdy nie widzieć tego wszystkiego co widzę teraz, jego uśmiechu co rano, śmiechu wypełniającego każdy zakątek domu i tego wzruszenia, kiedy jego małe rączki mocno ściskają mnie rano za szyję.

Nigdy nie chciałabym aby ktokolwiek jeszcze przeżywał to co my wtedy. Ale co roku w Polsce takich kobiet jak ja jest tysiące, brutalnie wchodzą w szarą rzeczywistość dzieci, które funkcjonują tylko dzięki maszynom i żadna nigdy nie ma pewności, że jej dziecko z tego wyjdzie. A to boli. Jak diabli.

Ona jest siostrą. Taką siostrą, którą każda osoba chciałaby mieć. Z instynktem, którego brakuje wielu starszym od niej kobietom, które planują dzieci. Jeżeli do kogokolwiek mogłabym się zwrócić, to do jej rodziców. Że wychowali młodą, dojrzałą kobietę, która w przyszłości będzie nie tylko najlepszą matką na świecie.
Będzie przede wszystkim najlepszą siostrą.

Dziękuję.
O takich czytelników walczyłam.

źródło zdjęcia:http://www.tapetyczne.pl/tapeta/818-hustawka-na-drzewie-brzeg-skaly




COMMENTS (1)

  • Andżela
    Sty 28, 2015., 10:49 • Reply

    Aż łezka się zakręciła w oku. Czytając twoje wpisy to tak jak bym czytała swoją historie. Tylko mam córke. Piszesz bardzo madrze i prosto z przesłaniem. Pozdrawiam cie cieplo i ide czytać wcześniejsze twoje wpisy bo dopiero czytam 10 wpis :P

LEAVE A REPLY

loading
×