Jak to jest, że żyjesz?

 Jeżeli przeanalizuję swoje dzieciństwo i porównam z dzisiejszymi normami jakie obowiązują w świecie rodzicielskim, dojdę do wniosku, że wychowałam się w patologicznej rodzinie, a moi rodzice punkt po punkcie złamali wszystkie reguły. Psychologowie dziecięcy, którzy wiodą prym ekspertów i nawołują do wychowywania bez (ekhm…) przemocy, z pewnością dostaliby palpitacji serca.

Jest tylko jeden paradoks. Sami się wychowywali w czasach, kiedy praktycznie nikt nie przejmował się tym, że przecięty 6latek lata z kluczem na szyi, bo jego rodziców nie ma w domu.

Zastanawialiście się czasami jak to jest, że przeżyliście? 
Jak kolana zdarliście to nikt się nad Wami nie pochylał z wodą utlenioną, ba! nikt Was w ogóle nie podniósł i nikt nie rwał sobie włosów z głowy, że Was nie upilnował. Prawda jest też taka, że i my jakoś specjalnie się tym nie przejmowaliśmy, a obecnie nawołuję się do tego by żyć zgodnie z emocjami dzieci i przeżywać to razem z nimi.

Jak spadliście z trzepaka, to rodzice prawdopodobnie nigdy się o tym nie dowiedzieli, a siniaka, który pojawił się na czole tłumaczyliście upadkiem w piaskownicy. Nikt też nie wymyślał Wam miliona chorób, które będą następstwem wstrząśnienia mózgu, które z pewnością jest następstwem upadku.

Jak się nażarliście mirabelkami to nikt nie rzygał, nie było zatrucia i nikt nie mówił o tym, że chwilę wcześniej pies sąsiada nasikał do piaskownicy z której teraz podnosicie cukierka, który wypadł Wam z kieszeni. Szkoda cukierka więc wycierajcie go w spodnie i wsadzacie z powrotem do buzi.

Ubierano Was w to co było, a Wy z kolorem piwonii na twarzy wspominacie legginsy z myszką miki i nawołujecie dzisiejsze pokolenie do wyrozumiałości, też wiecie, że zajeżdżało tandetą.
Rodzice nie mieli pojęcia, że gdzieś tam znajdują się ekskluzywne firmy, gdzie jedna sukienka kosztuje tyle ile cała Wasza garderoba sezonowa. Większość rodziców również nie czuła się gotowa na to by wywalać pieniądze w błoto i szpanować przed osiedlowymi sąsiadkami sukienką za 200 zł.

Pamiętacie ten moment w którym nikt Was nie straszył próchnicą i wciskał 2 złote w nadziei, że zatkacie sobie buzię watą cukrową i przestaniecie co chwilę wołać pod oknami: ,,Mamo!” ewentualnie ,,Mamo piżamo!“?

A teraz wyobraźcie sobie, że w XXI wieku przed Waszymi domami/blokami widzicie bawiących się 5-6latków często opiekujących się młodszym rodzeństwem. Te same dzieci wracają do domu na kolację i nikt tak naprawdę nie przejmuje się tym, że jeden z drugim wziął ostry nóż żeby posmarować sobie kromkę chleba. Z tym samym przekonaniem dzieci robią sobie herbatę zalewając wrzątkiem kubek.

I każdy z tych dzieci przeżył dzieciństwo by teraz wychowywać nowe pokolenie.
To dzieci, które tak naprawdę nie mają pojęcia czym jest beztroskie dzieciństwo z lodem za 50 groszy w ręce. Za to wiedzą co to są prywatne przedszkola, sukienki za 200 zł i woda utleniona w torebce matki. Nie mają pojęcia jak to jest wychodzić przed dom/blok z kolegami, bo jedynych kolegów jakich mają to tych w przedszkolu prywatnym, a zaproszeni do domu bawią się tylko w domu. Matka z ojciec mówią też, że na samodzielne wyprawy to za wcześnie. Może kiedyś. Koło osiemnastki.
Albo później.

Tak naprawdę według obecnych kanonów wychowawczych my w ogóle nie powinniśmy żyć.
A nawet jakbyśmy jakimś cudem przeżyli to z urazami psychicznymi i fizycznymi, bo mama nie raz ścierą chlusnęła. Nie wyrośliśmy na pokolenie bandytów i chorych psychicznie ludzi, którzy wychowani w przemocy egzekwują to na obecnych dzieciach. Za to nikt nie widział wrzeszczących w sklepie dzieci, które kładły się w modłach do Allaha wymuszając kolejną, cholernie drogą zabawkę.

Obecnie nic nam nie wolno. Jako rodzicom. Nagród nie, kar nie, krzyków nie. Na dupę też nie (chociaż ja klapsów nie daję, nie biję, nie chcę). Ale za to dziecku można wszystko. Może się kłaść w sklepie w modłach do Allaha, a psychologowie (mniej, lub bardziej mądrzy) nazwą to ładnie ,,buntem 2latka”. Dziecko może Cię uderzyć, to taki odruch, co z tego, że w złości. Dziecko może wymuszać, drzeć papę i mieć wszystko w nosie, bo albo jest za małe, albo to taki etap.

A Ty jedyne co możesz zrobić to czytać poradniki z nadzieją, że jest tam jakaś instrukcja obsługi.
Niestety nie ma. Ba! Nie ma tam prawie żadnych wskazówek. Poza tym, że masz spokojnie wszystko tłumaczyć.

Serio się da?
Zawsze? Spokojnie?
Nie wiem, bo nie doszłam jeszcze do tego etapu.

Za to ciągle się zastanawiam jak to jest, że przeżyłam dzieciństwo i jestem zdrowa psychicznie, bo według dzisiejszych zasad wychowawczych powinno być zupełnie odwrotnie. 

 

COMMENTS (24)

  • Anonymous
    Paź 07, 2014., 18:43 • Reply

    Hahah.... Skąd ja to znam... Jako 5 latka sama chodziłam do przedszkola (1,5km), jako 8-9latka opiekowałam się młodszym 2-3 letnim bratem, wysyłano nas na zakupy 1,5km dalej.. Jako 5-6 latka jeździłam ciągnikiem (tak tak i to bez innej osoby dorosłej w kabinie). Jako 11-12latka spędzałam całe popołudnie z dwoma braćmi 5-6 i 1-2 letnimi... ehhh i wszyscy żyjemy, nikt sobie żadnej krzywdy wymagającej interwencji nie zrobił. Zdrowie psychiczne też ok :D Trochę żałuje, że mojemu synkowi nie będzie przeżyć właśnie takiego dzieciństwa... Szkoda, ze to już nie te czasy... Marysia z Michasiem

  • Matka Dzika
    Paź 07, 2014., 19:31 • Reply

    Od jakiegoś już czasu zerkam na drzewa w okolicy i tylko dzieci mina nich brakuje :D Serio dzieciaki teraz po drzewach nie chodzą?

  • Iza Kły
    Paź 07, 2014., 19:44 • Reply

    bardzo fajny wpis

  • Anonymous
    Paź 07, 2014., 21:34 • Reply

    ach z kąd ja to znam ja w wieku 10 lat robiłam sobie obiad ( makaron ugotowany i na to jogurt twarug z cukrem czy tam sos który był zamrożony na właśnie taką okazje ) mama w pracy na 2 etaty bo ojca niebyło brat i siostra na wychodnym bo poco siedzieć w domu a teraz ostatnio moja teściowa zachwycała sie że 12 letnia córka siostrzenicy upiekła ciasto oczywiście z poomocą mamy. Gdzie tamten świat niby nie tak odległy latami a całkiem inny

    • Anonymous
      Paź 08, 2014., 07:01 • Reply

      Obiad może robiłaś, ale słownika ortograficznego chyba nie trzymałaś w ręce ani razu, co? :)

  • Asiula86
    Paź 07, 2014., 21:51 • Reply

    wow! swietny wpis :D

  • Asiula86
    Paź 07, 2014., 21:58 • Reply

    swoja droga to ciekawe... moze wieksza swiadomosc?! moze wiecej zagrozen?!
    natomiast co do bicia to moze... moj tara dostawal bardzo :( nie wiem od niego, ale od rodziny, on nigdy sie nie skarzyl. babcia zostala sama, dziadek zmarl i wszystko bylo na ich glowie, a pomimo, iz nie bylam latwym dzieckiem, taki babo chlop ;) to nigdy mnie nie udezyl. kiedys ktos nap., ze jej maz bil bity i dlarego swoich nie uderzyl... moze i u nas byla taka syt.
    np moja mama lubi la sie drzec :P ze sie tak wyraze i moja sios powtarza, zeona na swoje dzieci nigdy krzyczec nie bedzie

  • lavinka
    Paź 07, 2014., 22:07 • Reply

    No, ja się urodziłam pod koniec lat 70 i wtedy każda mama miała w torebce gencjanę. Moja miała tylko wodę utlenioną, ale mi zazdrościli na podwórku! A jak wyłam jak mi co chwila polewała nią kolana! ;) No i bez przesady, z kluczem to biegały 9latki, 5 latków i młodszych pilnowało starsze rodzeństwo, albo babcia z balkonu. Pewnie na wsi było bardziej lajtowo, ale na warszawskich blokowiskach było jak było. Nawet ekosreko się trafiało, np. moja mama piekąca chleb dla bezglutenowego brata (tyle że mąkę trza było ze Szwecji sprowadzać kanałami podziemnymi), robiąca ser z mleka kupionego na bazarze czy robiąca prawdziwe warzywne i owocowe soki w sokowirówce. Jakie tam gotowce ze sklepu. ;)

    Na pogotowiu byłam z dużym guzem nie mając trzech lat, byłam prowadzana na naświetlania. Mój brat regularnie był ratowany na oddziale dziecięcym, bo się dusił, a leki antyalergiczne wtedy były słabe.

    Jeszcze ciekawiej. Nie byłam bita. No może z raz czy dwa dostałam klapsa, bo mama straciła cierpliwość, ale że skutek był odwrotny od zamierzonego, to szybko mama przeszła na rozmawianie ze mną. Brat już nie dostał nawet pół klapsa i chował się dużo łatwiej ode mnie w związku z tym. Krzyków było co niemiara, ale kar i nagród w postaci cukierków - nie. Ja to miałam w ogóle ścisły szlaban na cukierki do podstawówki, co i tak nie uchroniło mnie przed próchnicą. Słabe pasty wtedy były, tak sądzę. A że mam beznadziejne szkliwo to też pewnie nie ułatwiło.

    W związku z czym nie mam aż takiego dużego kontrastu pomiędzy swoim dzieciństwem, a obecnym dziecka mego. Oczywiście skok cywilizacyjny, komputery, wszędobylskie samochody zabierające przestrzeń do potencjalnej zabawy - tak. Ale może dlatego, że nie mieszkam w zamkniętym płotem nowym budzie, tylko w zwykłym pogierkowskim blokowisku, więc mam inny punkt siedzenia po prostu. :)

  • Mamamija
    Paź 07, 2014., 22:08 • Reply

    Trzepak,podchody, berek,zabawa w ganianego, kto pierwszy na drzewie,najpierw wrotki,rower,z czasem rolki,skakanka,gra w gumę,huśtawki na linach(sznurze),wychodzenie przed kamienicę, czy na podwórko jeszcze w okresie gdzie nie chodziłam nawet do szkoły podstawowej, wożenie dziecka sąsiadki w wózku, jabka, wiśnie, mirabelki pochłaniane prosto z lub pod drzewa wręcz czarnymi łapskami :) i długo mogę tak wypisywać wspomnień. Ba w drugiej klasie szkoły podstawowej ja i moja rok starsza siostra umiałyśmy sobie same frytki zrobić na kuchence gazowej-taki horror! A dla mnie tak beztroski, tak intensywny i wspaniały czas!! <3 Nie wiem czy mało ludzi widziało Twój tekst, czy może nie utożsamiają się z tamtym okresem....ale jestem w szoku,że tak mało ludzi jest o tak zdrowym i rozsądnym podejściem do rodzicielstwa jak Ty! No chyba że się nie ujawniają. Cała prawda,jednak dziś- jak sama wspominasz uważana wg. różnych norm, psychologów itd....za patologiczną, chorą, dziwną...Dzieci, rodzina, to nie jakieś sprzęty AGD i RTV posiadające ins.obsługi, albo jednoznaczny schemat który je tworzy. Więc może psychologowie i "wyznaczający normy i standardy" uczeni, powiedzą jakim cudem tyle pokoleń ludzi obyło się bez ich poradników, wyznaczników, opisów, norm, rad i wszelakich opisów itp....i zdołało rozwijać się normalnie, skoro wszystko co dziś odnośnie wychowania, a raczej metod jakie stosowano kiedyś okazuje się być złe, nieodpowiednie itd...? TEKST REWELACJA! Mam nadzieję,że wiele osób go przeczyta i przyswoi "prawidłowo"-ze zrozumieniem, a może wielu OTWORZY OCZY! Pozdrawiam

  • Matka Ruda
    Paź 08, 2014., 00:42 • Reply

    też to znam, choć mnie i moje rodzeństwo osobiście trzymano pod kloszem. tego nie wolno, tamtego też. to zostaw, to daj... do domu o 19 a spać przed 20. wybiłam się dopiero w liceum. i mając takie doświadczenia/wspomnienia swoje dziecko wychowuję odwrotnie. cała reszta się zgadza.

  • Anonymous
    Paź 08, 2014., 06:46 • Reply

    Jako dziecko marzyłam żeby mieszkać na osiedlu, bo po wyjsciu z domu zawsze spotkałabym kogoś do zabawy. W tym momencie mieszkamy w bloku, na naszym małym osiedlu jest ok. 20 dzieci, a kiedy codziennie wychodzę z synem na podwórko ok. 1 raz w tygodniu na jakieś 15 min udaje mu się spotkać dziecko i się z nim pobawić! Co oni robią w tym mieszkaniu gdy na zewnątrz pięknie świeci słońce albo jest ciepło i jest multum kałuży do rozchlapania?!
    Mrówka

  • Anonymous
    Paź 08, 2014., 06:59 • Reply

    Jestem mama 2-latka, od kad sie urodzil caly czas powtarzam, ze bardzo zaluje tego, ze nie będzie sie wychowywal w czasach mojego dzieciństwa. Wlasnie to co piszesz, nikt sie nie przejmowal jedzeniem owoców prosto z drzewa brudnymi lapami. Siedzialo sie na podwórku calymi dniami, na obiad do domu ciezko bylo zwolac wszystkich, chodzenie po drzewach, huśtawki wlasnorecznie robione i dużo innych atrakcji;) super bylo.
    pozdrawiam,

    rocznik 89'

  • Aleksandra Greszczeszyn
    Paź 08, 2014., 10:07 • Reply

    Podpisuję się rękami i nogami! (rocznik 87 :))

  • Katarzyna Kubiczek
    Paź 08, 2014., 12:14 • Reply

    Neomi lubię czytać o twoim postrzeganiu macierzyństwa, ale z tym wpisem się nie zgadzam. Przedstawiane przez Ciebie macierzyństwo XXI wieku nie ma nic wspólnego ze zdrowym podejściem do dzieci. Jestem mamą wiecznie powtarzającą, że świetnie radzę sobie z wychowaniem i właśnie moje dzieci biegają same na podwórko (7 i 5 lat, starszy już rok temu wychodził sam i sam wracał ze szkoły - po drodze 1 dwupasmowa, ruchliwa ulica i dwie mniejsze). Nigdy nie stałam spanikowana przy dzieciach, gdy w wieku 2 lat wspinali się na wysoką drabinkę na placu zabaw i nigdy nie przeżywałam rozbitych. kolan ani siniaków. Myślę, że to nie kwestia czasów, tylko tego, że wielu rodziców pozwoliło sobie, by zawładnął nimi strach - na każdym rogu Trynkiewicz. Z tego co piszesz, dzieciństwo spędzona na przysłowiowym trzepaku wspominasz jako bardzo szczęśliwe (mam tak samo) więc nie rozumiem Twoich obaw, o puszczanie dziecka samego na dwór. Ja chodziłam, moje dzieci chodzą, a ja słysząc ich krzyki pod oknami wiem, ze tak właśnie powinno wyglądać ich dzieciństwo.

    Co do troski o sferę emocjonalną dzieci: zdecydowanie zdrowsze jest według mnie nawoływanie do szanowania każdego młodego człowieka, niż stwierdzenie "dzieci i ryby głosu nie mają". Tak samo wygląda sprawa kar cielesnych i klapsów. Nie wiem czy kiedykolwiek dostawałaś lanie, ja dostawałam i właśnie dlatego jak słyszę argument rodziców, którzy podobnie jak ja wychowani byli na klapsach - wyrosłem na normalnego człowieka, to nóż mi się otwiera w kieszeni. Nie wierzę, że zapomnieli o towarzyszącym klapsom upokorzeniu i poczuciu niesprawiedliwości. Ja nie zapomniałam i każdą próbę przytaczania tamtych metod wychowawczych jako nieszkodliwe uważam za mocno krzywdzącą.

    • Matka Prezesa
      Paź 08, 2014., 12:26 • Reply

      Noemi. :)

      ,,. Przedstawiane przez Ciebie macierzyństwo XXI wieku nie ma nic wspólnego ze zdrowym podejściem do dzieci. " - ale chyba o tym jest tekst?

      ,,więc nie rozumiem Twoich obaw, o puszczanie dziecka samego na dwór" kiedy przyznałam się do tego, że moje dziecko, wówczas niespełna 5letnie poszło na plac zabaw z 9 letnim kuzynem to zostałam zakrzyczana. :)

      ,,Co do troski o sferę emocjonalną dzieci: zdecydowanie zdrowsze jest według mnie nawoływanie do szanowania każdego młodego człowieka, niż stwierdzenie "dzieci i ryby głosu nie mają"" - oczywiście. Zgadzam się.

      Jestem przeciwniczką klapsów. :)

  • Katarzyna Kubiczek
    Paź 08, 2014., 14:05 • Reply

    Wybacz mi tą literówkę w imieniu.

    Może źle zrozumiałam tekst. Potraktowałam go jako pisany przez matkę, która nie puszcza, na dwór, chucha dmucha na każde zadrapanie.

    Myślę, że tych krzyczących w rzeczywistości nie ma tak dużo. Ja oprócz dziwnych spojrzeń rodziców, którzy sprawdzają czy ja na pewno widzę gdzie wspięła się Jagoda na placu zabaw, nie spotkałam się z negatywnym odbiorem, że puszczam dzieci same na dwór, czy ze szkoły.

    Piszesz, że jesteś przeciwniczką klapsów, to zdanie: "Obecnie nic nam nie wolno. Jako rodzicom. Nagród nie, kar nie, krzyków nie. Na dupę też nie (chociaż ja klapsów nie daję, nie biję, nie chcę)" jednak w mojej ocenie trochę temu przeczy. Ja rozumiem z niego, że Ty nie bijesz, ale nie widzisz nic złego w dawaniu na dupę.

    Chyba po prostu nieuważnie przeczytałam Twój wpis pozdrawiam!!!

    • Matka Prezesa
      Paź 08, 2014., 14:09 • Reply

      Ja pisałam tekst ogólnikowo. Nie wszystkie przykłady, które są zawarte w tym tekście dotyczą mnie - np. ściera, którą matka chlusnęła dziecko. :)

      Jestem przeciwniczką klapsów, ogromną wręcz. Uważam, że dzieci nie powinny być bite. Ale też uważam, że rzeczywiście pod kątem wychowawczym jesteśmy bardzo ograniczeni, bo wszystko to jest wsadzane do jednego worka o nazwie ,,przemoc". :)

  • marietta81
    Paź 08, 2014., 21:56 • Reply

    Z blogami jest trochę jak z czasopismami. Jeden temat w tym samym czasie, a opisany różnymi słowami ;) I to nie tylko u Ciebie, dla mnie jest to irytujące.... ale ponieważ lubię podczytywać Twojego bloga - wybaczam ;) Dziwi mnie fakt, że wiele osób rozpisuje się nad magią lat 80-tych, 90-tych, a nikt nie zwróci uwagi, że wtedy warunki były zupełnie inne. Nie było tyle samochodów, rowerów, różnych akcesoriów ( u moich dziadków były jedne nożyczki, a dziś w domu prawie każdy ma swoje;). Życie i czasy były inne, mniej niebezpieczne. Nie było takich używek jak dziś. Nie wiem czy tylko ja to widzę????

    • Anonymous
      Paź 09, 2014., 06:26 • Reply

      A moze po prostu sie o większości nie mowilo glosno? Przecież to tak jak z chorymi dziećmi, tez rodzilo sie ich dużo, ale z braku środków i lekow po prostu nie dawalo sie im szansy. Teraz ludzie mówią "kiedyś nie bylo takich chorob", "kiedyś nie bylo tyle (wstaw cokolwiek) " alez bylo tylko kazdy siedzial cicho bo moze to dla kogoś byl wstyd..,

      a wracajac do tematu to mądrze napisane, puść teraz dzieciaka 5-letniego nawet samego pod blok to za raz znajdzie sie ktoś kto stwierdzi, ze dzieciak samopas puszczony i zadba żeby ci życie uprzykrzyć. Daj dziecku klapsa to juz przemoc, krzyknij -patologia... Sami sobie utrudniamy to życie... Ludzie,są zawistni....

  • Anna S.
    Paź 09, 2014., 17:01 • Reply

    Myślę, że wiele zależy od tego, że zyjemy w niebezpiecznych czasach. Moja mama z siostrami mieszkały daleko od szkoły i zamiast czekać na autobus, łapały stopa. I nikomu by się w tamtych czasach nawet nie przyśniło, że mogły trafić na jakiegoś psychopatę. W dzisiejszych czasach jest to nie do pomyślenia, by dzieci zatrzymywały SAME samochody, by dojechać do szkoły.
    Co do trzepaków, grania w piłkę przed blokiem itp. - w mojej mieścinie nadal takie widoki obserwuję. ;)

  • sweeeetgirl12
    Paź 13, 2014., 22:50 • Reply

    Dla mnie te czasy są chore.. Te wszystkie poradniki, Matki co nie pozwolą się bawić dziecku na trawie bo pobrudzą bluzkę czy spodnie za 100 zł.. No chore.. Mój mały biega brudzi się nabija guzy i ma zdarte kolana i jakoś żyje.. Ja też żyje a nie raz walłam głową o beton bądź kafelki gdy robiłam fikołki na trzepaku i po drzewach też latałam i na wierzbie się huśtałam i co z tego że nie raz "liany" jak je nazywaliśmy się zrywały.. I gumy kulki po 19 gr żułam, a gdy miałam 8 lat urodziła się moja kuzynka którą często i długo się opiekowałam, noworodkiem, niemowlakiem i jakoś każdy żyje, a teraz? Tego nie rób tamtego nie rób.. Nie bij, nie krzycz? A jak dziecko nabroi, nie słucha się rzuca się na podłodze w sklepie i żadne proszenie nie pomaga to jak niby mu zabronić czegoś? Jak mówisz powtarzasz tłumaczysz? Klaps .. Ok ostateczność ale bez przesady.. Nic mu od klapsa nie będzie..Klapsa w pampersa którego nawet nie poczuje albo jak dostanie po "łapach" to na pewno nie skończy jak jakiś bandyta.. Wszystko w tym świecie jest chore.. My jesteśmy chorzy, że wychowujemy tak dzieci, ze zamiast na dworze to przy tv czy kompie siedzą.. Że ważne jest to jak wyglądają i jak drogie mają zabawki..Nie o to w życiu chodzi i nie odbierajmy dzieciom dzieciństwa!

    Skoro ja w dzieciństwie robiłam różne rzeczy to czemu mam nie pozwalać na to dziecku.. ;)

    I mądrze napisałaś Noemi. :)

  • Anonymous
    Paź 28, 2014., 12:52 • Reply

    Tez kiedys myslalam o tych czasach gdzie byly dzieci 'podworka' i wiekszej swobody niz to co widzi sie teraz, sama jako maluch bo nie pamietam ile mialam lat na pewno malo, razem z bratem on chyba chodzil do podstawowki, jak rodzice chodzili do pracy my sami w domu to co nuda po co siedziec w domu ladna pogoda, krzeslo za okno i kita na dwor, jakie to bylo szczescie ze mieszkalismy na parterze :) o chodzeniu po drzewach nie wspominajac,razem z kolezanka po nich chodzilysmy,a ze bylysmy tylko dwie na placu a reszta to chlopcy to i w pilke sie pogralo,w wykopywanego i inne takie, a zapytaj o takie zabawy dzieciaczka teraz to predzej powie ci jakie sa nowe gry na komputer ;)

  • ania
    Mar 25, 2016., 09:07 • Reply

    Trafiłam na Twojego blaga przez przypadek. Świetnie napisane, ale ja nie jestem taką nowomodną mamą. Mój starszy syn w wieku 7 lat sam jeździł do szkoły około 4km(stoczyłan niemałą bitwę z dyrektorem). Po lekcjach sam z tornistrem, torbą ze strojem na basen jechał z Sopotu do Gdyni do dziadków, w wieku 14 lat pojechał do Krakowa na Coke live festiwal(notabene nie puściłam go wcześniej na Opene'r festival ;)). Syn ma już 17 lat i żyje i ma się dobrze. Córka poszła do pierwszej klasy jako sześciolatek( tak zabrałam jej dzieciństwo, kazałam się uczyć), od II semestru do szkoły jeździła autobusem, znów 4km. Z torbą ze strojem na basen, z tornistrem. Dzieciaki od szóstego roku życia same chodziły na plac zabaw, po drobne zakupy, żyją. Teraz czas na najmłodszego, ma dopiero 3,5 roku, ale on też będzie musiał ogarniać się sam. Ścierką czasem machnę, bo nie znam matki, która wytrzymuje to całe bezstresowe wychowanie. Żal mi dzieci, którym dzueciństwo przecieka przez palce

  • Ewa
    Kwi 05, 2016., 19:16 • Reply

    Ojciec koleżanki przywiązał nasze sanki do trabanta i ciągnął nas pod gore. Było super. Jakbym zobaczyła moje dzieci teraz w takiej sytuacji to bym chyba umarła!

LEAVE A REPLY

loading
×