Codzienność.

Budzi się o 7. Chciałabym pospać dłużej. Może do 8, może do 9. Ostatnio źle sypiam. Jest sobota, wychodzę na moment, wracam, jesteśmy w stanie zjeść razem śniadanie. Razem. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
Proponuję obiad we francuskiej restauracji. Idziemy najpierw na spacer do parku. Papugi, bażanty. Alpaki. W Śremie jest ostatnio dużo zwierząt.
Potem siadamy w restauracji. PT czyta Prezesowi bajki po francusku, wydobyte z kącika dla dzieci. Ja nie znam francuskiego w ogóle. PT zna. Bardzo dobrze. W tle gra francuska muzyka. Pani stawia przed nami francuskie dania – tartą z łososiem, lasagne i naleśniki dla Prezesa.
Kocham moje życie.

Popołudniu zasypiam, nawet nie wiem kiedy. Śpię ponad godzinę. Wybudza mnie PT.
– Pora iść na kawę.
Wstaję, przecieram oczy. Nie wiem przez chwilę o jaką kawę chodzi. I dokąd idziemy.

Wieczorem, kiedy gwiazdy jasno świeciły poszliśmy na spacer. Mieszkamy nad Wartą, tu jest naprawdę pięknie. Nawet wieczorem.
Uwielbiam zapach nocy i dymu wydobywającego się z kominów kamienic. Uwielbiam czuć zimno. Uwielbiam widzieć drogę jasno oświetloną latarniami.
Uwielbiam, kiedy moją dłoń ogrzewa druga dłoń. Mniejsza. Dużo mniejsza. Ta najcieplejsza.

Potem nucę kołysankę, głaszcząc jego małą główkę. Całuję w czoło.
Kocham.
Mocno.

Wchodzę do wanny. Z Newsweekiem. Siedzę tam o 20 minut dłużej niż normie. Woda zrobiła się chłodna. Ja zaczytana. Wchodzę do łóżka. Przytulam się do PT. Oglądamy film. Biorę tabletkę. Po raz pierwszy od bardzo dawna przesypiam prawie całą noc.

Budzę się. Z bólem głowy. Jak co dzień. Od jakiegoś czasu. Znowu źle się czuję, zaczynam to rozpatrywać w kategorii codzienność. Piję łyk kawy.

Niedziela.
Jest ciepło. Chyba zbyt ciepło jak na tę porę roku. Idę w bluzce nie wiele dłuższej od moich łokci i przez moment zastanawiam się czy Prezesowi nie byłoby lepiej iść na krótki rękaw. Czułabym się jednak jak kosmitka. Dzieci naokoło spacerują w kurtkach, czapkach, szalach …

Znalazły się trampki. Te same, które myślałam,że wyrzuciłam przez przypadek do śmieci. Były w kartonie. Znalazł je PT podczas sprzątania. Śmiejąc się poinformował, że jednak są. I ciekawe kto je tam wsadził.

Ciekawe.

Weekend. Trwa za krótko. Potem znowu ta pogoń nie wiadomo za czym. Dni lecące jeden za drugim.

Jest poniedziałek.
Kolejny łyk kawy. 7 rano. Dzwoni budzik. 5 minut po tym jak do mojego łóżka wkroczył Prezes. Wstajemy, ubieramy się. On idzie do przedszkola. Ja do pracy. On je śniadanie w przedszkolu, ja podjadam zakupioną w pobliskim sklepie bułkę.

Po pracy pędem na zakupy, mam godzinę, żeby ogarnąć dom i zrobić obiad. Udaje mi się nawet włączyć pranie. Przy akompaniamencie muzyki klasycznej zmywam kolejną stertę weekendowych naczyń. Klnę pod nosem. Nienawidzę sprzątać.

Jest po godzinie 18, kiedy to kończę pisać. Kończy się kolejny dzień. Zbyt szybko przeminął.
Jak wszystkie poprzednie …

 

COMMENTS (8)

  • Anonymous
    Paź 20, 2014., 16:53 • Reply

    Depresja? Nie wolno w nia popadac, nie wolno tracic sensu zycia... Trzeba umiec cieszyc sie ze wszystkiego, z malych, nawet najmniejszych dobrych rzeczy. To nasze przemijanie ma sens, wierze w to mocno. W lichym domu mieszkam ale jestem w zyciu bardzo szczesliwa bo mam to co najwazniejsze. Milosc...

    • Matka Prezesa
      Paź 20, 2014., 16:58 • Reply

      Ależ ja się cieszę. ;)

    • Anonymous
      Paź 21, 2014., 09:37 • Reply

      To ciesz sie tak zebys nie miala zadnych watpliwosci i nikogo do swego szczescia przekonywac nie musiala...

    • Matka Prezesa
      Paź 21, 2014., 16:22 • Reply

      Nie muszę nikogo przekonywać do mojego szczęścia, bo moje szczęście jest moim szczęściem. ;)

      Ale cytat świetny.

  • Anonymous
    Paź 20, 2014., 17:54 • Reply

    Zgadzam się Noemi,jeden z lepszych tekstów. Napisz tylko "we francuskiej...",taki chochlik ci się wkradł.

    • Matka Prezesa
      Paź 20, 2014., 18:00 • Reply

      Rzeczywiście. Teraz widzę. ;) Podwójne dzięki.

  • Teresa Ż
    Paź 20, 2014., 18:56 • Reply

    Oj mam tak samo ..dni lecą jak szalone ,w tygodniu robię dokładnie to samo co ty ,rano dziecko do przedszkola wyprawić ,potem do pracy ,a po pracy zakupy ,ogarnianie mieszkania ,gotowania ,potem kąpiel ,może jeszcze jakiś film albo po prostu social media i zaraz spać i tak 5 dni w tygodniu dzień jak co dzień ....ale takie życie ,mieszkamy teraz za granicą oboje zarabiamy ,w Polsce ja byłam bez pracy żyło nam się bardzo ciężko z jednej pensji ,teraz mimo że mamy mniej czasu dla siebie ale możemy godnie żyć ,,,coś za coś ..ale weekendy celebrujemy wspólnie ,rodzinnie tak jak wy ;)szkoda tylko że te weekendy tak szybko mijają

  • Niki
    Paź 21, 2014., 09:43 • Reply

    Jakoś tak czas przez palce przecieka. Za szybko. Zwłaszcza weekendy. Pozwolę sobie zapytać jak ze zdrowiem? Na fb widziałam na co się diagnozowałaś, a że leczę się na to samo od kilku lat wiem, że bywa niefajnie. Życzę Ci zdrowia.

LEAVE A REPLY

loading
×