Cała prawda o ADHD.

ADHD nie istnieje! – brzmią szumne nagłówki doprowadzające potencjalnego Internautę do powielania i przekazywania tej informacji dalej. Jakże błędnej.

Leon Einsenberg w swojej słynnej wypowiedzi na rzekomym łożu śmierci nie powiedział, że ADHD nie istnieje.  Powiedział że nigdy nie przypuszczał, że choroba, którą odkrył kiedykolwiek może stać się tak popularna.
Dodał również coś, co dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że co 5 uczeń w USA ma zdiagnozowane ADHD.

Diagnoza była nadużywana.
Na rzecz koncernów farmaceutycznych, głównie tych, które produkują lek Ritalin.
Nie oznacza to jednak, że sama choroba nie istnieje. Ale jak przekonuje Richard Saul – neurolog – ADHD występuje, ale nie tak jak wyobraża to sobie większość ludzi.

W  dzisiejszych czasach wolimy diagnozować dzieci niż im pomóc. Dziecko, które ma sporo energii i uwielbia biegać z pewnością ma ADHD,a to które ma problemy z nauką pisania i czytania z pewnością ma dysleksję. Trudno nam zresztą zrozumieć, że głównym problemem jesteśmy my. Że to nasza wina, po części wychowawcza, lub brak naszego czasu spożytkowany nie tak, jak powinniśmy go spożytkować.
Diagnozy te pełnią rolę tarczy, głównie dla naszego ego.

Paradoksem nadużywania diagnozy ADHD jest fakt, że według Szwedzkiej Narodowej Komisji Doradczej w sprawie Bioetyki leki, które otrzymywali pacjenci powodowały nie tylko zmiany w ich zachowaniu, ale również (i przede wszystkim!) ograniczały ich rozwój intelektualny. Uznano więc, że jest to poniekąd łamanie praw człowieka. 

Same leki, które są podawane w leczeniu ADHD uznano za legalny narkobiznes. 
Warto zwrócić uwagę, że wiele rzeczy można by w przypadku ADHD rozwiązać dietą. Mniej cukrów w diecie, mniej barwników, mniej sodów. Ale przecież koncerny farmaceutyczne nie zarobią na opłacaniu dietetyków, którzy utworzyliby dietę cud. Za to zarobią na drogich lekach, które mają działanie podobne do narkotyku. Zresztą działanie bierze się głównie stąd, że lek Concerta to pochodne amfetaminy, a słynny Ritalin (dla porównania – lek ten sprzedawano od lat 90 i z początku rocznie sprzedawano go ok. 34 kilogramy, od 2011 roku sprzedaż wzrosła do ponad 1700 kg!) ma podobne działanie do kokainy. 

Ciekawostką może być fakt, że Amerykański Urząd Kontroli Leków uwzględnił skutki uboczne. Między innymi halucynacje, zachowanie psychopatyczne oraz zawał serca.
Zaś Uniwersytet Oregon wydał oświadczenie: Żadne z 2287 przeprowadzonych badań nie potwierdziło wpływu któregokolwiek z leków na ADHD na poprawę wyników w nauce czy inne osiągnięcia, albo na wyeliminowanie zachowań niebezpiecznych. Nie znaleziono dowodów na potwierdzenie, że stosowanie amfetaminy czy jej pochodnych w leczeniu ADHD dzieci czy młodzieży jest bezpieczne.

Ponieważ zdarzały się przypadki, że ADHD uaktywniało się po szczepionkach, zaczęto również wiązać to z rtęcią zawartą w szczepionkach. Zalecano też by nie szczepić dzieci, które mają ADHD. W tym przypadku ewidentnie nabyte. 

Kolejna sprawa to fakt, że pudełko tabletek w miesiącu zmniejsza nieco koszty miesięcznej terapii, jeżeli wziąć pod uwagę terapeutę gotowego zajmować się dzieckiem minimum godzinę dziennie. Prawda jest taka, że godzina w tygodniu, która zwykle jest proponowana nie pomoże nikomu, bo czasu tego jest za mało. Często też zachowania dzieci z  ADHD pokrywają się z zaburzeniami Integracji Sensorycznej czy dysleksją. Mają bardzo podobny przebieg, który trzeba rzecz jasna rozróżnić. 

Ale łatwiej przecież wcisnąć pudełko tabletek.

Znam rodziców dzieci z tym prawdziwym ADHD i to jest ogromny problem dla każdego. Stereotypem jest również myślenie, że każde z tych dzieci jest agresywne. 

Zanim więc powiesz, że ADHD nie istnieje, pomyśl o tych dzieciach i tych rodzicach, którzy borykają się z tym problemem na co dzień.


Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej zerknij: 
1 / 2

źródło zdjęcia: http://calibermag.org/articles/what-adhd-feels-like-and-why-its-not-how-you-think-it-is/


COMMENTS (5)

  • bozena jedral
    Paź 09, 2014., 17:31 • Reply

    Dzięki ci dobra kobieto za otworzenie oczu , co poniektórym.Jestem rodzicem dziecka nadpobudliwego, kolejny raz psycholog nagabuje mnie na badania w kierunku adhd, odmawiam tłumacząc, że dziecko jest w stanie się skupić nawet godzinę nad czymś, co go interesuje, więc jest tylko bardzo ruchliwe. Staram się własnie z zachowaniem walczyć dietą i zapewnieniem możliwości "wybiegania": trampolina, liny, parki linowe, wspinanie po drzewach, rower, rolki, taniec itp.
    Problem jest, czasem mam dość, no dobra, często mam dość, ale nie faszeruje lekami, ograniczam szkodliwe i pobudzające substancje i bodźce, daję możliwość energii.
    Popełniam wiele błędów, jestem tylko rodzicem eliminującym rzeczy, które wydają mi się szkodliwe.

    • Hexe Ana
      Paź 09, 2014., 17:45 • Reply

      Największe problemy zaczynają się niestety w szkole. Wtedy najbardziej widać jaki wpływ ma ADHD na skupienie uwagi, pamięć. Wtedy niestety samo wybieganie się nie pomaga. Trzeba pomagać i widzę, że to robisz. Trzymam kciuki i łączę się wirtualnie z Wami.
      Mama 8-letniego Adehadeka :)

  • Hexe Ana
    Paź 09, 2014., 17:48 • Reply

    Nie wiem czy diagnozowanie jest przesadzone, bo nie znam wielu dzieci z ADHD. Mam swoje i skupiam się na nim. Starszy ma ADHD - "po tatusiu" (więc już w domu dwóch nadpobudliwców), a młodszy ma problemy z integracją sensoryczną, więc roboty dużo. Ale tak jak piszesz - zamiast wciskać tabletek, które mogą jedynie wspomóc terapię (bo pomagają się skupić i działać bardziej "składnie") to trzeba włożyć wiele pracy, spokoju i miłości :)

  • lavinka
    Paź 09, 2014., 19:03 • Reply

    No, to się zgodzę, że ADHD jest przylepiane dzieciom trudnym, a niekoniecznie tym, które rzeczywiście je mają. Tak naprawdę to nie tyle choroba, co podobnie jak w przypadku autyzmu szereg dolegliwości, może raczej ułomności, które sprawiają, że dziecko nie radzi sobie w świecie, w którym żyje. Skutkiem jest nadpobudliwość. Leczenie skutków ADHD, to jak leczenie chorego zęba środkami przeciwbólowymi. Brzmi absurdalnie? W przypadku zęba tak. Ale w przypadku nadpobudliwości już mniej. Dlaczego? Ano, bo łatwiej postawić diagnozę, niekoniecznie trafną, niż dociekać przyczyn takiego a nie innego zachowania.

    I, też mam żywe dziecko, w jej diecie nie ma prawie cukrów, a w domu bywa w sześciu miejscach na raz, tak szybko się przemieszcza. Nawet sami w domu żartujemy, ze to "małe ADHD". Pewno, że stereotyp. Ale kto wie, co będzie dalej. Teraz jest w ogóle mnóstwo haseł, tu integracja sensoryczna, tu coś tam coś tam, terapeutów namnożyło się "jak mrówków", gdy tak naprawdę zamiast terapii za grubą kasę, dziecku wystarczyłaby mniej liczebna klasa, dodatkowe zajęcia wyrównawcze z języka prowadzone w domu, przez rodziców (np. zamiast obejrzenia serialu) po krótkim przeszkoleniu (wiedza terapeutyczna nie jest tajemna, podręcznik nie kosztuje fortuny), a czasem indywidualny tok nauki, poza szkołą. Nie pojmuję, dlaczego tak wiele matek chce, by ich dzieci siedziały w szkolnych ławach, gdy tak naprawdę jest to męka i dla nich i dla dziecka. Nie każde dziecko z problemami rozwojowymi nadaje się do szkoły. Mam namyśli normalną polską szkołę, z nauczycielami którzy nie widzą i nie słyszą, z uczniami, którzy uwielbiają szukać kozłów ofiarnych. Dziecko nadpobudliwe jest ofiarą idealną, już na starcie ma łatkę tego złego, zatem łatwo nauczyciela okłamać, że to on zaczął. Nauczyciel też go nie lubi, po wymaga od niego czegoś więcej niż wygłaszania wykładu i wymagania powtarzania formułek. Wymaga pracy i zaangażowania, a tego polski nauczyciel nie znosi.

  • Taka sobie mama
    Paź 09, 2014., 21:35 • Reply

    Lavinka jako polski nauczyciel często pracuję tak: 8-15, 21.Uogólnienia nie są fajne...A jako mama napiszę, że jedna z pań w przedszkolu rozumie mego syna i go wspiera, co nie znaczy,że mu pobłaża,a druga robi z niego dziecko najgorsze w grupie...

LEAVE A REPLY

loading
×