Jestem chora na ciążę.

Jeżeli rzygam dalej niż widzę, to mimo niesamowitych chęci stwierdzam, że zdrowa nie jestem.
Zdrowa nie jestem jeżeli leżę w szpitalu z wbitymi w łapę wenflonami.
O zdrowiu nie świadczy również to, że co chwilę muszę kontrolować się u lekarza, robić badania krwi i moczu.
Zdrowa również nie jestem, jeżeli nie mogę wykonywać czynności fizycznych, bo zagraża to życiu dziecka i mojemu życiu w sumie też.
Jeżeli moje samopoczucie jest w stanie klęski żywiołowej, a na widok jajek robię się blado-zielono-fioletowa no to zdrowa nie jestem.

No to skoro nie jestem zdrowa no to jestem chora.


Widzę dwie kreski na teście i oczom nie wierzę. Albo się test popsuł, no albo ktoś sobie na górze robi ze mnie jaja. Ewidentnie.

Ani nie rzygam, ani się źle nie czuję i jedyny dowód na to, że jestem w ciąży to czarno białe zdjęcie na którym widać moje dziecko o kształcie żelka Haribo.
Wstaję rano i wcale się źle nie czuję, potem myślę, że coś jest nie tak, bo wszędzie piszą, że ciężarna rano pierwsze kroki kieruje do toalety i do muszli wsadza głowę. A ja po prostu siadałam.

Jedyne co mogło świadczyć o ciąży to niepohamowany apetyt na dwie rzeczy. Frytki, własnej roboty, na kupne nie mogłam patrzeć. I kiwi. W przypadku tego drugiego na sam widok oczy świeciły jak żarówki,a PT z niemałym poker face pakował je kilogramami do siatki.

Wchodziłam do sklepów jak każda przyszła matka oglądając wózki, łóżeczka, ubranka. Przeglądałam, wybierałam, chciałam kupować.
PT mnie zawsze hamował:
– Nie będziemy mieszkania zagracać. Kupimy ze spokojem wszystko w 8 miesiącu.
No ale jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że 8 miesiąca wcale nie będzie, ba! W momencie kiedy powinnam być właśnie w 8 miesiącu ja będę miała ponad miesięczne dziecko.

Są święta Wielkanocne, jeszcze beztroskie. Z brzuchem. Zakładam bluzkę, która podkreśla mój stan wielorybi (błogosławiony?) – zwał jak chciał. Wreszcie się tam coś zaokrągliło, bo ja właśnie wchodzę w 5 miesiącu, a tu brzuch jaki był taki był i nic się nie zmieniło.

Na widok jajek mam odruchy wymiotne i rzeczywiście rzygam. Zapach mnie mdli. Wszystko mnie mdli. Patrzę na mój brzuch i mówię, że ma się trochę uspokoić, bo w takim tempie, to nic nie zjemy, a przecież jesteśmy głodni.

I to ostatnie dni, kiedy mogę jeszcze z tej ciąży żartować, kiedy nie odliczam żadnego dnia, bo po prostu jestem święcie przekonana, że będę rodzić pod koniec sierpnia. Chyba, że przenoszę to może na początku września.

I wtedy wielkie buum, łubudubu!
To nie ma nic wspólnego ze zdrowiem.
Więc leżę w szpitalu, w łóżku szpitalnym bez możliwości wstawania. Nawet do toalety mnie wiozą na wózku. Ręce mi się trzęsą jakbym była na głodzie, ale na żadnym głodzie nie jestem, tylko mi się organizm do trzęsi-łapek nie przyzwyczaił (czyt. do fenoterolu).
Mam wenflon, a nawet dwa. I mam leżeć, mam się nie ruszać. W ogóle to mi nic nie wolno. Oprócz leżenia. I wybłaganej toalety dwa razy dziennie, bo żadne siły tego świata nie zmuszą mnie bym cokolwiek robiła na podsuwak.

Wiosnę oglądam więc przez okno, zapominając po jakimś czasie jak w ogóle smakuje świeże powietrze i zastanawiając, czy rzeczywiście to prawda i jak się uda (a ponoć się nie uda) to będę leżała w takim stanie 4 miesiące? Nie no. 4 na pewno nie. Ale może chociaż ten miesiąc.
I przestaje mi się to podobać.

Odliczam nagle każdy dzień ciąży i to wcale nie miesiącami, a tygodniami, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Wenflony zmieniają mi kilka razy w tygodniu, bo żyły pękają. Ciśnienie mam za niskie, ale to akurat norma. Więc tym nie martwimy.

Jak wstaję, jak się śmieje o kichaniu zapomnij! – to cieknie ze mnie jak z popsutego kranu (a kran kiedyś popsułam, pamiętacie?). Zamiast właśnie siedzieć na jakiejś brzuszkowej sesji, ja jedyne brzuszkowe zdjęcie jakie sobie trzaskam to w szpitalnej łazience, bo na innych brzucha nie widać, poza tym, który posiadałam przed ciążą, bo nigdy płaska decha nie byłam, więc różnica żadna.

I leżę w tym łóżku, na laptopie nie mam Internetu, więc gram w Simsy, albo wpatruję się tępo w TV, oglądam wszystkie możliwe serialne, które w pewnym momencie przestają interesować (nawet Modę na sukces!), czytam książki jedna po drugiej, pół dnia śpię i całą noc (prawie, bo mam pobudki na trzęsi-łapki), mając nadzieję, że wyśpię się na zapas, albo prześpię resztę ciąży. W końcu do łazienki wstaję z koleżaneczką-kroplóweczką, którą wieszam na wieszaczku przy kibelku i siuram z odpowiednio ułożoną ręką, żeby zaraz cała rureczka od koleżaneczki-kroplóweczki nie była czerwona.

A Wy mi będzie wmawiać, że ciąża to nie choroba? Że na zdrowie to bieganie i rzyganie? Że fitness, że ruch? Zdrowe odżywianie? Ha! Że spacery? Że seksu dużo, bo to dobrze na dziecko wpływa?
(a biedny PT miał przerwę kilka miesięcy).

A ze mnie leci, gorzej niż przy okresie, nic mi nie wolno, tylko leżę, gówno mogę i gówno chcę. No ale ponoć jestem zdrowa.
Tylko jem. Po czym PT po 5 latach w rozmowie z kumplem mówi (dwa dni temu):
– I się wycwaniły na tym pokoju w cztery. Jeden mąż przywoził truskawki, dzieliły się na cztery. Ja przywoziłem brzoskwinie więc jeszcze mi kazała dzielić, bo sama nie wstawała. Kolejny przywoził ogórki. Najgorzej było jak im się pizzy zachciało, wtedy ten, który akurat był to jechał po pizzę.

Potem rodzę, więc boli jak cholera i o zdrowiu to tu mowy nie ma. Zwłaszcza psychicznym, bo mam wrażenie, że z bólu wystartuje w kosmos.

A lekarz informuje mnie:
– Pani Noemi jak się Pani na ciąże zdecyduje to będzie ciąża wysokiego ryzyka . Będzie trzeba leżeć, może uda się w domu.

Fajnie – myślałam ostatnio – chyba się skuszę. Będę leżeć pępkiem do góry 9 miesięcy (jak wszystko pójdzie zgodnie z poprzednim planem to ledwie 7), a ostatnio mi tego lenistwa brakuje.

Na zdrowie moje!

 

COMMENTS (37)

  • Budująca Mama
    Wrz 15, 2014., 18:29 • Reply

    Dlatego tak bardzo irytuje mnie "ciąża to nie choroba" ... Zawsze podziwiałam to leżenie tygodniami i bardzo się bałam, żeby druga ciąża, z Zofia pod pachą nie wymagała leżenia. Na razie jest ok, prawie, bo ok nigdy nie jest, ale dajemy radę :)

    • Misako - matka po japońsku
      Wrz 15, 2014., 18:42 • Reply

      życzę Ci aby leżenia nie było, całym sercem

    • Matka Prezesa
      Wrz 16, 2014., 11:28 • Reply

      No to życzę w takim razie, żeby to ,,ok" trwało jak najdłużej. ;)

  • Misako - matka po japońsku
    Wrz 15, 2014., 18:37 • Reply

    Noemi, jak ja cię rozumiem i niech mi jakaś powie, że przesadzamy (mówię o wpisie u siebie) to w ryj normalnie strzele.
    A z tym zagrożeniem w ewentualnej 2 ciąży, to bo...????? (btw. ja dlatego 2 dziecku mówię kategorycznie nie)

    • Matka Prezesa
      Wrz 15, 2014., 18:43 • Reply

      bo chuchamy na zimne. ;)
      Lekarze nie wiedzą dlaczego pękł mi pęcherz.

  • Anonymous
    Wrz 15, 2014., 18:54 • Reply

    Ty jesteś niereformowalana wręcz :-D
    I się uśmiałam i łezka też była.
    Kasia. Rz.

  • Aga CiążaIcałaReszta
    Wrz 15, 2014., 18:54 • Reply

    Matką jeszcze nie jestem, nie potrafię sobie wyobrazić ile wycierpiałaś.. Nie potrafię sobie wyobrazić też jak bardzo kochasz tego przystojniaka po tym co oboje, co w sumie we troje przeszliście.. Mega twardziel z Ciebie Noemi :))

    • Matka Prezesa
      Wrz 16, 2014., 11:29 • Reply

      Mam dwóch przystojniaków w domu. ;)

      Dzięki!

  • lavinka
    Wrz 15, 2014., 18:56 • Reply

    Leżałam w zasadzie od piątego miesiąca (niecałe 6), też mi wiosna przeleciała, też termin sierpniowy. Na szczęście doleżałam, ale niewiele brakowało... ludziom nie tłumaczę, w końcu to nie ich wina, że nie do końca rozumieją specyfikę sytuacji. Jestem niebywale losowi wdzięczna, że z tym jednym się udało, a drugie... po co kusić los? Zresztą nawet gdybym chciała zaryzykować, to nie teraz. Starszak musi być samodzielny, żeby w razie czego umieć żyć bez mamy... bo u mnie jest jeszcze spore ryzyko krwotoku. Skoro raz był, to może być i drugi.

    • Matka Prezesa
      Wrz 16, 2014., 11:31 • Reply

      Niestety wielu osobom nie mogę wytłumaczyć, że MOJE dziecko jest ZA MAŁE na rodzeństwo, a ma 5 lat. Nie jest jeszcze w pełni samodzielny (nie pójdzie SAM do przedszkola, nie wróci SAM itp). Ale duża rzesza tego nie rozumie. Ja nie mogę sobie pozwolić na brak fizycznej sprawności posiadając w domu małe dziecko, które mimo wszystko mnie jeszcze potrzebuje.

      Ale tłumaczenie czegokolwiek doprowadza do sytuacji, kiedy słowa są rzucone jak grochem o ścianę. ;) I tyle z tego mam.

    • Anonymous
      Wrz 18, 2014., 17:05 • Reply

      Za jakieś 7-10 lat będzie już w stanie zrobić to o czym piszesz a Ty będziesz jeszcze w wieku w którym można myśleć o ciąży więc spokojnie :) Trzymam kciuki :)

  • Kate
    Wrz 15, 2014., 19:30 • Reply

    Nie wyobrażam sobie leżenia w szpitalu przez długi okres czasu i jeszcze w stresie. Sama byłam zwolenniczką powiedzenia, że ciąża to nie choroba szczególnie gdy pierwsza była cudna. Teraz cofam wszystko co powiedziałam i uważam, że ciąża to nic fajnego bo druga daje mi w kość z każdej strony.

    • Misako - matka po japońsku
      Wrz 16, 2014., 08:23 • Reply

      Bo tylko "leżace" to zrozumieją

    • Matka Prezesa
      Wrz 16, 2014., 11:32 • Reply

      Też sobie nie wyobrażałam. ;) Ale jak trzeba to się nie leży i nie ma już czasu na wyobrażanie sobie (lub i nie).

    • Anonymous
      Wrz 18, 2014., 08:13 • Reply

      Nie tylko leżące, ja w pierwszej ciąży czułam się świetnie, choć całą byłam na L4, ponoeważ wcześniej 2x poronołam.Przez całą btałam podtrzymujące i zastrzyki z heparyny. Druga momo że pracująca i chodzona, go gak mi dała w kość,.że na trzecią się nie piszę: bóle głowy, kołatanoe serca, wieczna zgaha, olbtzymie i bardzo bolesne nogi.Od 7 m-ca przejście 100 metrów było prawdziwym maratonem, głowa maleństwa wciśnięta między novi, że żadna pozycja.do spania nie była wygodna, a jeszcze do tego miałam pod opieką 3 latka tzw żywe sreberko...ciąża go stan przypominający chorobę,, można go czasem porównać do starości, ja się czułam jakieś 50 lat starsza przez te wszystkie ovraniczenia, jakie zafundowało mi moje ciało.

  • Anonymous
    Wrz 15, 2014., 20:06 • Reply

    Dobry tekst - taką Cię lubię. Mi lekarz wmawia, że następnym razem nie powinno się powtórzyć, a ja wiem, że gdyby "zaszła" (boskie słowo;)), od razu kiedy się dowiem idę na zwolnienie.

    • Matka Prezesa
      Wrz 16, 2014., 11:33 • Reply

      Zwolnienie, zwolnieniem jak trzeba. Ale posiadając takie zwolnienie i nadaj pozostają w pełni sprawną fizycznie to zupełnie inna sytuacja, gdzie lekarz z góry twierdzi, że ciąża będzie leżąca. ;)

    • Anonymous
      Wrz 16, 2014., 16:23 • Reply

      ja zwolnienie, bo prawdopodobnie moje i mojego dziecka ogromne problemy spowodowane były brakiem zwolnienia i tyle. Nie mam zamiaru ryzykować powtórki i co z tego, że będę czuła się dobrze, do 5 miesiąca też tak było, a potem... było już za poźno na cokolwiek. Dlatego ja na pewno będę na zwolnieniu. Dodam tylko, że po pierwszej traumie drugiej ciąży nie planuje;)

  • Anonymous
    Wrz 15, 2014., 20:13 • Reply

    A ja będąc już w ciąży powtarzałam sobie że ciąża to nie choroba...do czasu, a dokładniej 15 tc kiedy to już musiałam przymusowo leżeć....wtedy zaczęły się dolegliwości i czasem czułam się jak bym była ciężko chora :P ...Leżenie najpierw w domu, ostatni miesiąc ciąży (czyt. u mnie od 29tc ) w szpitalu. Ale mimo wszystko drugie bym chciała tylko tak bardzo marzy mi się donosić następna ciążę....nawet jak bym miała rodzić 20h :P Swoją drogą przy Gabi aktywna faza porodu trwała aż 10 min ;)
    Pozdrawiam Monika

  • Anonymous
    Wrz 15, 2014., 20:14 • Reply

    A ja nie musialam leżeć, ale tez nie uwazam tego stwierdzenia za sluszne (a czesto slyszalam) od 5tyg rzyganie i mdlosci ciągnące sie do samego końca, od 5 msc brzuch tak ogromny i ciezki, ze mój kregoslup (z którym o bez ciąży mialam problemy) nawalal caly czas, senność i omdlenia tez dawaly sie we znaki...
    zazdroszcze wszystkim tym, które tak cudownie znoszą ciaze... No i szczerze wspolczuje tym co mialy podobnie do ciebie Noemi...
    ciezkie życie kobiet...

  • Ania
    Wrz 15, 2014., 20:28 • Reply

    Ja leżeć zdążyłam aż 2,5 dnia... Niestety dłużej nie wytrzymałam:( Ale to co dzieje się ze mną po dzisiejszy dzień od porodu to dopiero jest jakaś masakra. A żeby jeszcze jakiś mądrala wiedział co mi jest to byłby cud... Na własnej skórze przekonałam się że ciąża to wielkie ryzyko...dla dziecka i dla matki...

  • Anonymous
    Wrz 15, 2014., 20:35 • Reply

    Jenyyy nooo Ty to przeszlas na prawde duzo:( moja ciaza zakonczyla sie prawidlowo w sumie chociaz wywolany tydz przez w obawie na zatrucie ciazowe ale ciaza to choroba!!!w 5msc tydzien w szpitalu z kolka nerkowa (bol przez ktory nie moglam oddychac:/) od poczatku mdlosci i to nie rano a caly dzien :/ po wejsciu do jakiegokolwiek sklepu od razu czulam miesny :/ spuchlam jak balon i przytylam ponad 30kg ze sie ruszac nie moglam o spaniu nie wspomne...a do 6msc nie bylo widac niic prawie :P migrena bite 2tyg bez przerwy i wiele wiele innych :/ a wisienka na torcie bol porodowy :P narzekac nie moge bo mnie zlinczuja rodzilam tylko 5h dzieki magiczznej kroplowce i skurcze dostalam dop w trakcie ale mimo wszystko mile to nie bylo :D

  • Natalia Legieć
    Wrz 15, 2014., 20:36 • Reply

    bo nie u wszystkich ciaza to choroba, to stan, w ktorym trzeba leżeć.. wg mnie Twój przypadek to jeden ze skrajniejszych, raczej wszystko jest ok... ja w 37tygodniu i dźwigam syna 14kg bo muszę, biegam bo muszę bo sama z nim siedzę w domu jakiś czas i bardzo Ci współczuję i podziwiam zarazem bo nie wiem jakbym ja sobie poradziła

    • Agnieszka .Franas
      Wrz 15, 2014., 21:07 • Reply

      tak samo jak u mnie. Jestem w 31 tc z bliznietami , caly dom na mojej glowie no i ukochana corka, ktora na miejscu nie usiedzi. Zaliczam sie do tych co w ciazy z dolegliwosci to chyba jedynie zgaga a poza tym nic nie dolega i dziekuje za to Bogu bo nie wiem co by bylo gdybym musiala lezec. Ja mowie ze ciaza to nie choroba ale jedynie w przypadkach takich jak moj ze czuje sie ok a co innego gdy kobiety wymiotuja, musza lezec i wogole, wtedy tak, ciaza staje sie choroba.

  • ... marny puch!
    Wrz 16, 2014., 00:23 • Reply

    Rozumiem. Ja też wiele przeszłam w ciąży. Urodziłam zdrowe dziecko i o czasie, ale miałam nerwy innego rodzaju. Ponad miesiąc w szpitalu.

  • Bliźniaczki w akcji
    Wrz 16, 2014., 08:10 • Reply

    Ja z bliźniaczkami dostałam krwotoku w 9/10 tc. Gdy pojechałam do szpitala, czekałam pół godziny, zanim ktoś łaskawie o północy zechciał do mnie zajrzeć. W domu, tak się ze mnie lało, że mąż musiał mi gacie przynosić, bo ja nie byłam w stanie zejść z toalety. True Blood. Stwierdzili w szpitalu, że oni nie wiedzą, czy utrzymam tę ciążę i nie wiedzą w sumie, jak mi pomóc. Łaskawie dali mi No-Spę (przypisaną na inną dziewczynę) i wysłali o 1 w nocy do domu.
    Leżałam plackiem od 18-19 tygodnia. A fenoterol przeżyłam, tylko dzięki Isoptinowi. W sumie żarłam po 20-kilka tabletek dziennie, że brakowało mi przegródek na leki. Ale mój dr był zapobiegliwy w ciąży bliźniaczej i gdy moje koleżanki pukały się w głowę, po co ja leżę, jak teoretycznie nie muszę, byłam poirytowana delikatnie mówiąc...

  • InKa mama Frania
    Wrz 16, 2014., 09:47 • Reply

    Niestety takich skrajniejszych przypadków jest dużo, dużo więcej... Wspomnień z patologi ciąży i z oddział neonatologicznego z pododdziałem patologii noworodka nie zapomnę nigdy, nigdy nie zapomnę swojego strachu i strachu innych rodziców, nie zapomnę o dwóch przedwczesnych porodów koleżanek z sali, gdzie ich dzieci nie miały szans na przeżycie! Od początku ciąży dbałam o siebie jak tylko mogłam, odżywiałam się książkowo, wizyty i u lekarza na kasę chorych, ale i jednocześnie u drugiego prywatnie... Wszystko szło tak dobrze i nagle trach, odeszły mi wody, do tej pory nikt nie powiedział mi dlaczego no chyba, że odpowiedź "tak czasami się dzieje" ma mi wystarczyć...
    Drugie dziecko??? Zbyt się tego boję jak na razie!
    Nie wiem jak to jest, ale na początku czytanie Twojego bloga było jak rozdrapywanie ran, dziś to traktuję bardziej jak terapię :*

  • Anonymous
    Wrz 16, 2014., 10:20 • Reply

    Mnie otwiera się nóż w kieszeni, jak słyszę, że ciąża to nie choroba, że dla dziecka lepiej, jak mama jest aktywna w ciąży - no pewnie, że lepiej, ale nikt nie bierze pod uwagę, że nie każdej mamie dane jest "normalne" i "bezbolesne" przebycie ciąży. Ja nie dość, że po stymulacji hormonalnej zaszłam w ciążę, bo naturalnie nie miałam szans, to jeszcze od początku usłyszałam od mojego lekarza ciąża wysokiego ryzyka, trzeba się oszczędzać, dużo odpoczywać, no i bezwzględnie od początku do końca luteina dopochwowa na podtrzymanie.
    I mimo, że się oszczędzałam i uważałam na siebie w 33 tyg. wylądowałam w szpitalu ze skróconą szyjką z objawami lejka i diagnozą - zagrażający poród przedwczesny.....
    Dexaven na rozwój płuc dla maleństwa, wstrętny fenotyrol, po którym nie wiedziałam, co się ze mną dzieje... i cały miesiąc leżenia....
    obecnie w piątek minie mi 40 tydzień, a moje dziecko, ani myśli wychodzić, więc czekamy co dalej....
    ale jak słyszę hasło "Ciąża to nie choroba".... może i nie dla wszystkich, ale dla niektórych niestety tak.....

  • Anonymous
    Wrz 16, 2014., 10:52 • Reply

    Zawsze irytowało mnie stwierdzenie 'ciąża to nie choroba' mimo, że własnych dzieciątek jeszcze nie posiadam. Co to za głupie stwierdzenie? Jeśli Twój organizm jest osłabiony, czujesz się nie normalnie czyli nie tak jak bez ciąży, musisz o siebie dbać o wiele bardziej to chyba zdrowa nie jesteś. Może też nie chora, ale nie w normalnym stanie wiec heloł...
    Niki

  • Karolina R.(encepence)
    Wrz 16, 2014., 20:18 • Reply

    Ja lezalam miesiac na poczatku, pozniej bylo lepiej. Szpital tez zaliczylam, tylko nie tak rygorystycznie jak Ty. Lezec pepkiem do gory, nierealne, Prezes za maly jeszcze.

  • Katarzyna Pągowska
    Wrz 17, 2014., 07:44 • Reply

    Ja miałam zagrożoną ciąże od 8 tygodnia, kiedy to z krwawieniem i skurczami trafiłam do szpitala. Kochany lekarz powiedział, że tabletki może mi przepisać, ale i tak poronie. Powiedział że nie ma sensu by zatrzymał mnie na oddziale, wyśle mnie do domu i mam leżeć. Co dwa tygodnie na wizytach u ginekologa lekarka pytała się co tutaj jeszcze robie. Zawsze mówiła "pani i tak poroni", jak skończył się czas w którym to można było nazywać poronieniem mówiła "pani urodzi wcześnie, niech się pani szykuje". No i urodziłam o miesiąc wcześniej dokładnie :) Niektóre kobiety w ciąży czują się jak gdyby nic się nie działo. Nie upoważnia ich do mówienia że ciąża jest lekka, bo to zależy od wielu czynników.

    • Misako - matka po japońsku
      Wrz 17, 2014., 09:35 • Reply

      Boże jakbym slyszała moich lekarzy....

    • Ola N
      Wrz 18, 2014., 08:07 • Reply

      Boże to jest tragedia. Ja rozumiem, że lekarz spotyka się z takimi sytuacjami na co dzień, a może nawet kilka razy dziennie. Ale żeby aż taka znieczulica ? A gdzie empatia, dla lekarza to codzienność, ale każda pacjentka jest osobną jednostką dla której to nowa sytuacja i stres, a tu jeszcze takie teksty... Współczuję...

    • bozena jedral
      Wrz 18, 2014., 15:08 • Reply

      W pierwszej ciąży od szóstego miesiąca w szpitalu szykowali mnie do porodu, syn urodził się... tydzień po terminie. w drugiej lekarz powtarzał, że jeśli doleżę do września (powtarzał to od marca!!!) to będzie cud, Druga urodziłą się w połowie października prawie dwa tygodnie po terminie, lekarze również są omylni.

  • bozena jedral
    Wrz 18, 2014., 15:05 • Reply

    Po dwóch ciążach wysokiego ryzyka, leżących, z rzyganiem bez przerwy w pakiecie, trzecia była wręcz idealana, poród już nie, faktycznie: na zdrowie ;).

  • Anonymous
    Wrz 18, 2014., 16:50 • Reply

    Ja właśnie z tego zdrowia wróciłam ze szpitala. Z tyłkiem obolałym po zastrzyku i pokutą ręką. Tak na dobry początek - 11 tydzień.

  • Pat
    Paź 12, 2015., 17:26 • Reply

    Hmmm... Też bym chciała najpierw pierwsze odchować, jeszcze chociaż ze 4 lata, ale od lekarza usłyszałam "albo już albo nigdy..." I pewnie będę leżeć, bo szyjki już mi część wycięli, a i tak miałam krótką... Trudna decyzja, którą muszę podjąć teraz. Tylko kto mi zaprowadzi dziecko do przedszkola... Obiad jakoś się znajdzie, zakupy można zamówić, ale jak mam powiedzieć 3 latkowi, że przez kilka miesięcy musi być samodzielny...

LEAVE A REPLY

loading
×