Bo fantazja jest od tego, żeby bawić się!

Ile czasu dziennie spędzacie na wspólnej zabawie z dzieckiem? Czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie dlaczego właściwie warto bawić się z dzieckiem? Dlaczego dziecko powinno się bawić? I dlaczego zabawa w życiu dziecka jest tak ważnym etapem rozwojowym?
Fisher Price wychodzi naprzeciw Waszym oczekiwaniom i przygotowuje kampanię by uświadomić rodzicom jak ważna jest zabawa w życiu dziecka. I dlaczego.

Głos w tej sprawie zabiera dr n. hum. Justyna Korzeniewska – psycholog:

Dzieci nie potrafią myśleć po dorosłemu, a dorośli po dziecięcemu. Pierwsza część stwierdzenia to zarzut w stosunku do dzieci. Natomiast druga jest neutralnym oznajmieniem faktu. Skąd taka niesprawiedliwa ocena dzieci przez dorosłych? Wynika z niedoceniania podstawowej aktywności dzieci, czyli zabawy, i postrzegania jej jako mniej wartościowej niż praca. Jest to błędne, bo tylko w odbiorze dorosłych to, co robi dziecko to niewinne swawolenie. Dla dziecka jego zabawa jest nauką i pracą jednocześnie, a jej efekty są imponujące. Dzieci zupełnie naturalnie i spontanicznie uczą się języka, a dorosłym taka nauka przychodzi z trudem i efekty są mniej imponujące. Pierwszy rysunek dziecka to głowonóg, przedstawiający dziecięce wyobrażenie człowieka. Jest wyjątkowy, ponieważ maluch nigdy nie widział takiej formy w naturze, a więc jest to coś kreatywnego. Rysunki większości dorosłych, są niewiele lepsze graficznie, ale zdecydowanie mniej oryginalne.
Czy na pewno dziecięca nauka poprzez zabawę jest tak prosta, jak myśli większość dorosłych? Taka banalna zabawa we wskazywanie i nazywanie przedmiotów to tak naprawdę aktywność określana przez filozofów jako tworzenie pojęć, czyli przyporządkowywanie nazw do ich desygnatów, a przez poetów opatrywana lirycznym westchnieniem odpowiednie dać rzeczy słowo. Jest to trudny proces, bo dorosły raz wskazując ten sam przedmiot np. czerwony krążek piramidki, powie „czerwony”, a innym razem „kółko”. A dziecko w swoim małym rozumku, bez dodatkowych wyjaśnień dołączy „czerwony” do kategorii kolorów, a „kółko” do kształtów. Pytanie, kto tu wykonuje trudniejsze zadnie umysłowe – dziecko czy dorosły – jest oczywiście retoryczne. 
W ujęciu dorosłych zabawa i praca to przeciwieństwa, ale tylko do czasu, gdy rodzic zaczyna bawić się ze swoim maluszkiem. Wówczas widzi jaki to wysiłek i trud oraz jak ta aktywność absorbuje. Odczuwa to szczególnie gdy stara się tę zabawę uatrakcyjnić i wzbogacić o elementy edukacyjne. Jednocześnie jest zadziwiony postępami jakie ona powoduje w rozwoju, dziecka i jego samego – dojrzałego już człowieka. Początkowe lekceważące podejście do zabawy wynika najczęściej z niezrozumienia tego, co właściwie dziecko robi i jakie to ma znaczenie do rozwoju jego myślenia. Wiele z pozoru banalnych i niewinnych swawoli dziecięcych to faktycznie kamienie milowe w myśleniu. Oto kilka przykładów.
Pierwsza w pełni zabawowa aktywność kilkumiesięcznego dziecka to zabawa „jest – nie ma”. Maluszek zasłaniając i odsłaniając jakieś elementy zabawki (tzw. zakrywki, zasłonki) lub przedmioty analizuje zjawisko „pojawia się i znika”. Z uwagą przygląda się jak w zabawkach typu „A-ku-ku” np. z kapelusza wyłania się myszka, a potem w nim znika. Z zapałem coś nakrywa i odkrywa oraz otwiera i
zamyka pudełka, zwłaszcza, gdy coś w nich jest. Zaśmiewa się gdy mama zasłaniając sobie twarz mówi „nie ma, nie ma” a potem odkrywając ją wykrzykuje „jest!”. Takie harce to nie tylko przyjemność, ale rozwój myślenia. Poprzez te zabawy dziecko rozwija tzw. pojęcie stałości przedmiotu, czyli zaczyna rozumieć, że obiekty trwale istnieją choć mogą zmieniać swoje położenie i wygląd. Od tego czasu możliwie jest zapamiętywanie („coś tu wcześniej było”) i ocenianie właściwości przedmiotu („to jest małe i chowa się do pudełka”). To są pierwsze inteligentne analizy, które w przyszłości doprowadzą do wielu odkryć i wynalazków, za które otrzyma nagrody jako osoba dorosła.
Nawet jeśli dorośli sądzą, że dzieciństwo to zupełnie beztroski okres, to jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia dziecka rozwiązuje wiele problemów. Na szczęście nie tych życiowych tylko umysłowych. Pierwszy poważny dylemat malucha to, jak osiągnąć atrakcyjny, ale odległy przedmiot, przy jak najmniejszym wysiłku. Gdy nie umie się jeszcze dobrze chodzić jest to poważne wyzwanie. Początkowo dziecko mozolnie przekręca się i raczkuje w kierunku pożądanego obiektu. Szybko jednak odkrywa, że może zaoszczędzić sporo wysiłku jeśli przyciągnie ten przedmiot za jakąś wystającą część np. za tasiemkę lub przysunie go używając innego przedmiotu jako zgarniacza. Tak samo jak dorosły, dziecko używa myślenia, żeby rozwiązać jakiś problem i ułatwić sobie życie.
Niewinne piętrzenie piramidek, ustawianie na sobie klocków, wkładanie mniejszych elementów do większych, to duża frajda dla malucha, ale również nauka sekwencji i szeregowania. Jest to pierwsze przyswojenie sobie zasady systematyzowania wiedzy, która posługuje się uporządkowaną strukturą i określonym interwałem. I kto by pomyślał, że dziecko przygotowuje się do nauki np tabliczki mnożenia, struktury kalendarza, jednostek miar, już podczas budowania wieży z klocków!
Dziecko potrzebuje dorosłego do stworzenia mu odpowiednich warunków do zabawy, ale również jako ciekawego partnera. Dla rodziców wnikliwie obserwujących dokonania swoich pociech wspólna zabawa to również może być atrakcyjny czas i okazja do pogłębienia więzi z dzieckiem. Dlatego dobrze byłoby gdyby to entuzjastyczne zaproszenie „pobawmy się!” brzmiało jak najczęściej w ustach rodziców, a nie tylko dzieci. 
 
 

/Miejskie Centrum Ratunkowe – KLIK /

Sama uważam, że proces zabaw w życiu dziecka jest bardzo ważny. Dodatkowo jak mogliście zauważyć jestem zwolenniczką nauki w formie zabawy. Cenię sobie dobrej jakości zabawki, niekoniecznie te grające. Wręcz uważam, że im mniej dźwięków, tym większe pole dla wyobraźni małego dziecka.
Dziecko w trakcie zabawy poznaje świat i tylko od Was zależy jak wiele w tym czasie dziecku zademonstrujecie i pokażcie. W jakim kierunku podążycie by rozwijać mózg małego człowieka.

A jak Wam podoba się pomysł Fisher Price? 

COMMENTS (4)

  • Anonymous
    Lip 17, 2014., 13:53 • Reply

    Pomysł przedni, zabawa odgrywa ważną rolę w każdej sferze i na każdym etapie życia dziecka. Ale... o ile zabawki Fisher Price są bardzo solidne o tyle ilość bodżców jakie fundują najmłodszym dzieciom jest w moim odczuciu zbyt duża. Nie trzeba też komentować nauki literek i cyferek w edukacyjnych zabawkach dla niemowląt :) na obronę mogę powiedzieć, że jako jedyni mają przyzwoitą muzykę w tych świecąco- grających cudach. Za to odkrywamy świetne zabawki z serii Little People. Pozdrawiam Ewa

  • lavinka
    Lip 17, 2014., 14:36 • Reply

    No, nie wszystkie fiszery grają. Albo inaczej, niektóre grają, ale mają wyłącznik w przeciwieństwie do wielu innych grajków. Kiedyś kupiłam kilka grzechotek na alledrogo i dopiero post factum odkryłam, że to znienawidzony przez wszystkich fisz. Potem jeszcze wyszło, że bujaczek mamy od firmy z tej korporacji. To było jedno z najcichszych urządzeń grających w domu. W sumie puszczaliśmy tylko zeń szum bicia serca, żeby mała ochłonęła i dała się potem uśpić na rękach. Przed bujaczkiem puszczaliśmy jej z internetu :)

    Ja już pomału mówię rodzinie, żeby nie kupowali memu dziecku żadnych zabawek, bo ona się woli bawić z nami. Te co ma, leżą w kącie. Prawdopodobieństwo zabawy nimi jest nikłe. Moje dziecko bawi się spinaczami od bielizny, sznurkiem, kubełkiem, balonikami i ostatnio trochę rysuje. Nawet etap klocków jakby minął, bo bieganie po trawie fajniejsze. Postkkompsucjonistyczne dziecko mi się trafiło ;)

  • MamaM.
    Lip 20, 2014., 16:35 • Reply

    Powiem dość przewrotnie (bawiłam się ze swoim dzieckiem naprawdę dużo) - ten temat trochę się łączy z postem kolejnym, o aspołeczności. Takie jest moje zdanie, oparte na obserwacjach dziecka własnego i dzieci mi znanych. Dużo większe problemy z socjalizacją mają dzieci, z którymi rodzice bawili się za dużo (a raczej - zbyt długo bawili się dużo). O ile z niemowlakiem, dwu i trzylatkiem bawiłam się bardzo, bardzo dużo, w zasadzie już po trzecich urodzinach dość świadomie ograniczałam czas przeznaczany na czystą zabawę (bawiliśmy się nadal, ale nie tak dużo jak wcześniej). Dziecko bawiło się samo coraz więcej, a spotykani rówieśnicy stawali się atrakcyjnym i pożądanym towarzystwem.

    Oczywiście - to tylko jeden z aspektów sprawy :) ale generalnie ideę, że zabawa, wspólna zabawa dzieci i rodziców jest ważna, popieram.

    A tak w ogóle - u mnie na blogu jest konkurs z ciekawymi książkami, zapraszam :)

    • Matka Prezesa
      Lip 20, 2014., 19:00 • Reply

      Być może coś w tym jest. Jaś rzadko bawi się sam. W sensie nie potrafi. Chociaż są dni, kiedy bawi się CAŁY dzień SAM. Ale to rzadkość. :)

LEAVE A REPLY

loading
×