Oko dodatkowe potrzebne od zaraz!

Prezes ma 2 latka.
Szukam drobnych, daje kasjerce, odliczone co do grosza.

Odwracam głowę.
Uśmiecham się do miejsca w którym przed chwilą stało moje dziecko.
Uśmiech znika.
Rozglądam się na wszystkie strony. 
Nie ma go!
 Pytam przerażona: ,,Gdzie on jest?! Gdzie?!”, nikt nic nie wie.
 Zostawiam na ladzie wszystko – torebkę, otwarty portfel z którego wylatują ostatnie drobniaki. 
Serce mi łomocze. 
Wybiegam przed sklep.
Rozglądam się. Prezesa nie ma.

Strach. Paraliżujący strach.
Gdzie jest moje dziecko?!
Sklep na rogu. Patrzę za róg. Jest! Idzie sobie.

Serce wraca z powrotem na swoje miejsce.
Podbiegam do niego. Nie wiem jak mam zareagować.

Ręce mi się trzęsą.
Przytulam go.

 Wiesz, że wystarczą sekundy. Musisz mieć oczy wokoło głowy. Nie możesz patrzeć tylko przed siebie.
Musisz patrzeć jednocześnie do tytuły. Na boki. Wszędzie.

Sytuacja inna.
Pierwsza chyba spośród wielu innych. 
Trzymam w rękach kocyk. 
Chcę rozłożyć go na podłodze.
Ma około roczku. Nie chodzi, raczkuje no i … podnosi się.
Raczkuje za mną. Przynajmniej tak myślałam, do momentu aż nie usłyszałam trzasku i głośnego płaczu.
Prezes próbował wstał przytrzymując się suszarki od prania.
Pech chciał, że pustej suszarki.
Polała się z uszka krew, na szczęście nie dużo i nie trzeba było jechać do szpitala.
Płakałam razem z nim.


Schody.
Zawsze napawały mnie strachem.
Schody w domu. Zablokowane, a jakże. Muszą być zablokowane, kiedy w domu ma się dziecko.
Ale co wtedy, kiedy rodzic o tym zapomina?
Tak. Zapomina.
A ja do dnia dzisiejszego nie wiem jakim cudem.
Prezes wykorzystał okazję, nieświadomie zapewne.
Znalazłam go siedzącego na szczycie schodów. 


Żadnej z tych sytuacji nie przewidywałam.
Myślałam naiwnie, że pod moim okiem, ponoć czujnym nigdy nic się nie wydarzy. Że dziecko jest bezpieczne w domu, bo przecież urządzaliśmy mieszkanie pod niego.
Szafki na rolkach, uchwyty w kuchni, które trudno się otwierało. Blokady na kontakty, gazówka anty-dzieciowa (dziecko może kręcić i kręcić a i tak zasobów gazu nie odkręci), gotowałam zawsze na palnikach z tyłu, nigdy tych z przodu, ława bez kantów. Co może się dziecku zdarzyć?

Wszystko.

Kiedy zaczynały się pierwsze kaskaderskie wyczyny Prezesa (wcześniej zaczął ,,schodzić” z fotela głową w dół niż  chodzić) byłam przerażona.
Za każdym razem jak z czegoś spadł, co było wyższe od dywanu chciałam z nim jechać na tomografię mózgu.
Prawdziwego strachu się najadłam (aż się przejadłam!) kiedy zjadł zieloną kredkę.
Smakowała zapewne, bo mało z niej zostało.
Kilka minut wcześniej wywaliłam od kredek pudełko.
Grzebałam w śmietniku, by znaleźć pudełko i przeczytać co zawierają.
Ponoć kredki dla dzieci, ale kto to ich tam wie co dodają?
Pomyślałam:
– Zjadł ziemię od kwiatów to po kredce też mu nic nie będzie.
Rano Prezes obudził się z gorączką. Zaczął też zabarwiać pieluchę na zielono.
Pogotowie.
Panika.
– Drodzy państwo! To na pewno nie zatrucie kredką!
Jak się okazało była to zwykła grypa żołądkowa, która pechowo przypadła na moment zjedzenia przez Prezesa kredki.

Były też inne sytuacje.
Prezes, który mnie nie posłuchał i nie zdążył wyhamować na rowerku biegowym wjeżdżając na ulicę.
[wyjeżdżał właśnie z parkingu samochód!].
Prezes, który również na rowerku biegowym wjechał rozpędzony w barierki odgradzające chodnik od Warty. Siła uderzenia była tak duża, że Prezesa odrzuciło. Na szczęście do tytułu. Gdyby poleciał do przodu wpadłby do rzeki …
Pewnie nikt nie pomyślał, że jakiekolwiek dziecko odważy się zjechać z górki prowadzącej na promenadę.
Moje się odważyło.
A ja musiałabym mieć motorek w dupie, żeby go dogonić.

W domu Prezes spadł z wszystkiego.
Czasami byłam na wyciągnięcie ręki. A czasami nawet siedział koło mnie i nagle leżał już na podłodze, a ja zastanawiałam się jakim cudem właśnie spadł z kanapy!
Był parapet choć mówiłam bilion razy:
– Nie wolno wchodzić na parapety!
Wolno. No i się skończyło siniakiem wielkości kiwi na czole.

I te schody. Wychodziliśmy na spacer.
Mówiłam kilka razy schodząc pierwsza:
– Na jednym ze schodów jest paczka! Uważaj!
Poślizgnął się na paczce. Spadł.
Głową w dół, z trzech ostatnich schodów.
Ryk na cały dom, pewnie na całą ulicę.

Kiedyś znalazłam go siedzącego na pralce.
Zawołał mnie, bo nie potrafił zejść.
Stanęłam jak wryta w drzwiach.
– Jak tym tam wlazłeś?!
O tak! – demonstruje mi jak włożył nogi na bęben i się wspiął.

Poco piszę ten temat?
Z dwóch powodów.
Pierwszy powodów by uczulić rodziców na to jakie pomysły mają dzieci.
Mają te pomysły różne. Czasami przecież  dziecko bawi się w innym pomieszczeniu w którym może robić milion rzeczy o które byś go nie podejrzewał.
Znasz to uczucie, kiedy nagle w domu panuje cisza, a Ty masz świadomość, że każda cisza jest złowroga?
Znasz to powiedzenie ,,Cisza przed burzą”? Świetnie pasuje do tego co dzieje się w domach rodziców.
Ja o wiele lepiej się czuję, kiedy sprzątam, a z dziecięcego pokoju dobiega trzask, pisk, odgłosy auta – cokolwiek. Cokolwiek co mi powie:
– Cześć mamo! Bawię się! Nie próbuję właśnie otworzyć okna ani wsadzić kredki w kontakt!

Drugi powód?
Znasz go.
Piszę ten post dla Ciebie.
Dlatego, że pewnie sam miałeś sytuacje, które podobne do moich powodowały w Tobie napływające ze wszystkich stron wyrzuty sumienia.
Nie dopilnowałeś – obwiniasz się.
Niepotrzebnie.
Po prostu wiesz, że nigdy więcej nie doprowadzisz do takiej sytuacji, bo jesteś bardziej wyczulony.
Ja od 3 lat nie spuszczam Prezesa z oczu nawet na sekundę w sklepie.

COMMENTS (33)

  • Strzyga
    Lut 19, 2014., 16:52 • Reply

    Ja szybko wyrosłam z obwiniania się. Oczy mam dookoła głowy i póki co jest w miarę okay. tyle, ze Tymon dopiero dwa lata ma, więc, jakby nie patrzeć, jestem dopiero na początku drogi...

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 16:57 • Reply

    Heh, już wiem co mnie czeka "za chwile" i że to nie zdarza się tylko mnie ;)

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 17:08 • Reply

    Super wpis. Nie da sie upilnowac dziecka chyba ze zabije sie jego ciekawosc swiata. Tez mialam taka sytuacje, moje dziecko moze 1,5 roku/2 latka. Siedze na fotelu..ono idzie do mnie. Wyciagam rece i w tym momencie potyka sie i uderza czolem o stol. Guz wyrosl na moich oczach.

  • Aga (Inez)
    Lut 19, 2014., 17:10 • Reply

    Ja miałam raz sytuację pełną grozy, Tymon miał jakoś ok 2 lat, byliśmy nad jeziorem, wszystko fajnie, gra z kolegą w piłkę, pech chciał, że raz stanął na niej zamiast ją kopnąć i spadł do tyłu prosto głową w krawężnik, usłyszałam trzask i zobaczyłam krew wypływającą spod jego głowy. Pewnie wyobrażacie sobie co poczułam. Szybko w samochód, 40km do szpitala, ja prowadziłam, 24h w szpitalu, golenie główki, szwy, płacz Tymcia, mój, jego taty. Najgorsza noc w moim życie. Wymodliłam się chyba do każdego i cudem nie poważnego się nie stało. A trzask to był trzask krawężnika, który się ułamał. Nigdy w życiu tak się nie bałam.

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 17:13 • Reply

    Super przygody. Mój Prezes jak był mały i już dobrze radził sobie z raczkowaniem, znalazł gwoździa (nie mam pojęcia gdzie) i znalazł dziurkę do której idealnie pasował. Pech chciał, że była to dziurka w kontakcie. Na szczęście nic się nie stało, też nie wiem jakim cudem bo była to strona tak zwanego "plusa". Po tej przygodzie wysprzątałam i sprawdziłam wszystkie najmniejsze zakamarki, żeby przypadkiem znowu czegoś małe Prezesiątko nie znalazło. Nic w tym sprzątaniu nie znalazłam i do tej pory nie wiem skąd ten gwóźdź. Gniazdka mieliśmy wszystkie abezpieczone (oprócz tych schowanych za szafą), no ale te małe rączki wcisną się wszędzie. Pozdrawiam serdecznie!!!

  • Edyta Skrzydło
    Lut 19, 2014., 17:55 • Reply

    Wyobrażam sobie co przeżyłaś,i te tysiąc myśli na sekundę.

  • fiolek
    Lut 19, 2014., 18:07 • Reply

    Pierwsze RTG głowy Jasiński miał w wieku 4-5 miesięcy, kiedy to wypadł budą z wózka - byliśmy u teściów i nasze śpiące dziecko wykopało się tyłem z zapiętych pasów, potem spadł z naszego łóżka - próbował się przemieszczać na czworakach do tyłu - spadł na pupę na szczęście. W wieku trochę ponad 1,5 roku chodzący od 10-11 miesięcy Jaś wpadł w krzesło w domu i wylądowaliśmy na 3 dni na obserwacji pod kątem wstrząśnienia mózgu. Potem były schody u dziadków podczas wchodzenia, do tej pory moja mama idąca za nim nie wie jak on to zrobił - skończyło się na płaczu i bliźnie na czole.
    Dwa tygodnie temu mój 5 (a rocznikiem 6)-latek po raz pierwszy zgubił się w centrum handlowym, choć myślałam, że się to nam już nie zdarzy.Puścił moją dłoń na ułamki sekund i poleciał do jakiejś wystawy. Za to poradził sobie super, bo znalazł pierwszego ochroniarza w zasięgu wzroku i wiedział, gdzie ostatnio był z nami. Ale przez te 2-3 minuty doprowadził mnie do palpitacji serca, tymczasem tata stał sobie, jak gdyby nigdy nic, w kolejce w Go sporcie..

  • Sol Margait Kuleczka
    Lut 19, 2014., 18:38 • Reply

    my na szczęście jeszcze bez większych wypadków, (odpukać!), ale i tak wszystko przed nami.
    Irenka to moje pierwsze dziecko, więc wszystko dla mnie jest czymś nowym.
    Chociaż jako dziewczynka będzie chyba mniej szalona od Prezesa :)

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 18:43 • Reply

    My wakacje zagraniczne totalnie wybieraliśmy totalnie pod roczne dzieko...plaża piaszczysta,żeby początkujący chodziak nic sobie nie rozciął,nie mówiąc już o ewentualnych pomysłach jedzenia kamieni ...Europa, nie żaden Egipt żeby sie nie zatruła i odwodniła. Efekt rozcięte czoło -na jeden szew -o róg ławy drewnianej w pokoju, ja stałam obok niej! Zatrucie pokarmowe albo jelitówka, do dnia dzisiejszego nie wiem...ale kilka dni dziecko wymiotowało i spało na zmiane w pokoju.Dokładnie rok później przewróciła się na prostej przed schodami-na tyle pechowo,że zaliczyliśmy pogotowie i 2 szwy na twarzy.Aż się boję co będzie się działo we wrześniu tego roku,3 szwy?

  • Anna Nowakowska
    Lut 19, 2014., 18:56 • Reply

    Temat bardzo znajomy.Wprawdzie blizniaki od niedawna biegają ale nawet przy mnie nie zmieszczą sie w drzwiach i bach głową o futryne natychmiast cos zimnego do główki i obserwuje.Ze starszym nie lepiej, w sklepie z masą zabawek akcesori dziecięcych, rowerków itp schylam się by pokazać mu gre planszową patrze mówie do siebie.Panika, strach biegam ze łzami w oczach po sklepie jak wariatka już miałam powiadomić ochrone sprawdzić czy nie wyszedł ze sklepu patrze a mój synek w najlepsze bawi się w samochodzie na akumulator.Jeszcze długo dojsc nie mogłam do siebie, serce waliło jak młotem, rece się trzęsły.Fakt wystarczą sekundy, a przy pomysłowości dzieci niestety wypadki nie uniknione.

  • Joanna (mifufu)
    Lut 19, 2014., 19:49 • Reply

    Pediatra mi powiedziała, kiedy Marceli był maleńki, że najczęściej dzieci z łóżka spadają w obecności rodziców. Pomyślałam, że nie uważni są. Aż kiedyś, spadł w mojej obecności, podczas zabawy ze mną, kiedy patrzyłam mu prosto w oczy. Byłam uważna, słowo - podobnie jak Ty nie przewidziałam tego.

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 19:50 • Reply

    p

  • Matka Debiutująca
    Lut 19, 2014., 19:55 • Reply

    Pomysły dzieciaki mają przednie - trzeba im to przyznać. U nas ostatnio rządziło włażenie do szuflady i urządzanie sobie tam bawialni. Jak szuflada wytrzymała? Nie mam pojęcia.
    I naszej wypadki się zdarzają, siniaki, pręgi na twarzy gdy wyrąbała centralnie o kant szafy - tak się spieszyła by mi uciec ;)
    Ae zawsze sobie mówię, oby nie było gorzej :)

  • kasia zelazko
    Lut 19, 2014., 20:02 • Reply

    Do dzis nie moge sobie wybaczyc jednej sytuacji. Mojej glupoty i bezmyslnosci. Mialam migrene, wzielam tabletke i zapomnialam zablokowac szafke z lekarstwami. Moj syn spal i ja polozylam sie obok. Usnelam a po przebudzeniu sie zobaczylam przegryziony termometr rteciowy. Moj dwuletni syn przegryzl termometr. Bylam w 9 miesiacu ciazy , zapakowalam synka do samochodu i nie czekajac na meza pojechalam do szpitala. Okazalo sie, ze malemu nic nie dolega i wszyscy probowali mnie uspokoic. A ja tak histeryzowalam, ze potrzebny byl psycholog. nawet teraz jak o tym mysle mam lzy w oczach.

  • Anonymous
    Lut 19, 2014., 20:16 • Reply

    a miało być o pieniądzach :)

  • Monika dz.
    Lut 19, 2014., 21:26 • Reply


    Wiem, jak to jest... Tylko, że widzisz... Ostatnio miałam taką sytuację- siedziałam sobie z koleżanką i piłyśmy kawę, nasze dzieci się bawiły. Nagle filip sie przewrócił- nic się nie stało, ale się popłakał. Wyszła teściowa i do mnie z mordą, że ja sobie kawę piję z koleżanką a dzieci samopas biegają... Dwa dni miałam o to wojne. Mam trójkę dzieci, mąz pracuje, wszystko jest na mojej głowie, ugotować, wyprać, posprzątać itp- zresztą pewnie wiesz, bo sama prowadzisz dom. Ta hrabianka wstaje rano zje śniadanie (to, na które produkty muszę rano kupić- z dziećmi), idzie leżeć, potem na obiad- też to co ja ugotuje, leży dalej, kolacja i spanie. Z dziećmi nie zostanie, bo "chora". I tak najlepiej do mnie z wiecznymi pretensjami, a ja przecież też nie będę latać za 3 i 4 latkiem krok w krok...
    Niedługo na mnie opiekę naśle pewnie :)
    Fajny blog :)

  • Mama's First
    Lut 19, 2014., 21:58 • Reply

    Oj znamy, to, znamy, przynajmniej "loty" w dół...

  • Kinga
    Lut 19, 2014., 22:20 • Reply

    Skąd to znam. Mój Wojtuś jest już taki mobilny. Chwila nie uwagi a on już zamiast na łóżku był na ziemi.
    Nie możemy wszystkiego zobaczyć,przewidzieć.
    Chronimy jak się da, ale dodatkowe oko z pewnością by się przydało.

  • ENCEPENCE
    Lut 19, 2014., 22:24 • Reply

    Boże, wszystko przede mną, a moja Mati jest taka ruchliwa, że na ręku ją ciężko utrzymać. W brzuchu kopała jak szalona, a teraz z prędkością światła kręci się wokół własnej osi, co będzie dalej.

  • Anonymous
    Lut 20, 2014., 00:39 • Reply

    Pewnie, ze bedac mama musisz miec oczy dookola glowy! W kazdych momentach. Ja osobiscie, nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej mialabym stac przy kasie z dwuletnim dzieckiem postawionym obok siebie na podlodze, badz tez ze swoim 4-letnim synkiem wybierac sie na rowerek w poblize ulicy :O ! Wyobraznia rodzicielska MUSI dzialac bez szwanku non stop, za kazdym razem, na kazdym kroku. Pozdrawiam. Mama z Irlandii.

    • Matka Prezesa
      Lut 20, 2014., 07:00 • Reply

      A jak sobie wyobrażasz przemieszczanie się np. z domu do parku? Trzymasz w ręce przez całą drogę rower, bo jest ulica? :) My akurat mieszkamy w takim miejscu, że do parku mamy mały kawałek, a wokoło wszędzie jest bruk i ulice jednokierunkowe po których samochody jeżdżą górą 20 km/h. Tamten samochód wyjeżdżał wlaśnie z parkingu. Z reguły nic tamtędy nie jeździ, nawet nie pasów, jest przejście z jednego chodnika na drugi.

    • Anonymous
      Lut 20, 2014., 10:14 • Reply

      No tak, wyobrazalam sobie te ''ulice'', jako ulice, jednakze TO tez ulica, po ktorej poruszaja sie samochody, prawda? I bez wzgledu na to z jaka predkoscia. W takiej sytuacji, kiedy masz krotki kawalek do parku, tym bardziej wolalabym trzymac rowerek w jednej rece, a w drugiej dziecka raczke. Jesli zas znacznie spory, to trudno! Twoja decyzja pojscia z dzieckiem do parku na rowerku i Twoj wybor - i albo sie meczysz przez te droge trzymajac rowerek w rece, lub o ile dziecko na tyle duze, iz mogloby pomagajac mamie, na zmiane z mama prowadzic rowerek obok siebie, badz, zorganizuj sobie transport do tego parku. Zawsze jest jakies rozwiazanie! i czego nie robi sie z mysla o bezpieczenstwie dziecka.

    • Matka Prezesa
      Lut 20, 2014., 10:26 • Reply

      Jaś przemieszcza się po ... chodniku. :) Chodnik jest do tego by po nim chodzić i by małe dzieci mogły po nim jeździć rowerem/hulajnogą.
      Nie noszę, bo nie mam potrzeby, a i tak nie mogłam roweru nosić, bo nie mogę nic dźwigać (problemy z kręgosłupem).
      Jaś od małego miał wpajaną zasadę: przed przejściem się zatrzymujemy. Przechodzimy po pasach. Rozglądamy się. Nawet jak nie szedł ze mną za rękę, tylko biegł przede mną, przed ulicą się zatrzymał.
      Wtedy nie wyhamował.
      A to różnica. :)
      I sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła.
      Ba! Nawet nie wolno mu było przejeżdżać na ulicy rowerem. Musiał zejsć i go przeprowadzić.

  • Anonymous
    Lut 20, 2014., 00:52 • Reply

    I jeszcze jedno, napisalas, ''pewnie nikt nie pomyslal, ze jakiekolwiek dziecko odwazy sie zjechac z gorki prowadzacej na promenade'', otoz, wierz mi, ze pomyslalabym! o ile znalazlabym sie z dzieckiem w takim miejscu. Male dziecko, tak male, jak 4 lub 5 latek jak najbardziej ODWAZY SIE! Dziecko nie ma zdolnosci wyobrazenia sobie tego, co bedzie skutkiem jego poczynania, NIESTETY! I dlatego od tego wlasnie jestemy MY, rodzice. Mama z Irlandii.

    • Matka Prezesa
      Lut 20, 2014., 07:03 • Reply

      Miałam na myśli fatalne ułożenie zjazdu na promenadę. De facto jest to nasze ulubione miejsce do spacerów. :) Nie był to nasz pierwszy spacer tam. Reguła zawsze była taka, że dziecko schodzi z roweru i schodzi na nogach, nie zjeżdżamy.
      Wtedy było inaczej.
      Raz jedyny, bo Jaś tak się wystraszył, że więcej nie zjechał - ani z tej górki, ani z żadnej innej.
      4-5letnie dziecko jest w stanie już wyobrazić sobie konsekwencje. Nie tak jak dorosły, ale jest w stanie. :)

    • Anonymous
      Lut 20, 2014., 10:20 • Reply

      Jesli regula jest taka, ze nie zjezdzamy, to niestety, ale widocznie w pore nie zareagowalas, pozwalajac dziecku znacznie dalej odjechac od Ciebie niz powinien. NIGDY nie wierzy sie bezgranicznie dziecku! ZAWSZE trzeba miec reke na pulsie i myslec za niego!
      4,5 letnie dziecko jest w stanie sobie wyobrazic, owszem, ale nie tak jak my, WYLACZNIE NA SWOJ SPOSOB. Jednakze dzieci baaardzo czesto probuja jakichs nowych wyczynow po prostu z ciekawosci, by sprawdzic i sie przekonac i pomimo tego, iz swietnie wiedza, ze tego robic im nie wolno.

    • Matka Prezesa
      Lut 20, 2014., 10:41 • Reply

      Owszem. Nie zareagowałam w porę. Jak we wszystkich sytuacjach, które opisałam.

  • monpetitmonde
    Lut 20, 2014., 08:12 • Reply

    Oj skąd ja to znam tyle że ja mam dziewczynkę :) i tyle już wypadków było zjazd z górki na rowerze zakończony rowem albo zjazd na hulajnodze prosto w krzaki na szczęście w krzaki. Jedyne to w sklepie nie spuszczam jej nigdy z oczu a raczej ma nakaz stania tak żebym ją widziała bo już zdarzyło się że o mały włos wyszła by sobie sama a ja nie zauważyłam.

  • Gosia Skrajna
    Lut 20, 2014., 12:06 • Reply

    Przy Michale, raz zamarło mi serce...gotowała obiad, młody bawił się w pokoju. Zadzwonił domofon..."proszę Pani, Michał wyrzuca zabawki przez okno.."...
    Zdębiałam...Wchodzę po cichu do jego pokoju (miał wtedy 3,5 latka)...Jest, stolik przysunięty do kaloryfera, a młody na..parapecie...i przez uszczelnione okno wyrzuca zabawki (oczywiście, te które się przez otwór mieściły)...
    Serce miałam w gardle, jak do niego podchodziłam. Wzięłam go na ręce i nie była w stanie słowa powiedzieć... a dzień wcześniej byli u nas goście z dziećmi, które dla zabawy zamiast rysować przy stoliku ma niego wchodziły (4 i 5 lat)...I Michał musiał zapamiętać do czego można stolik wykorzystać...

  • Misako - matka po japońsku
    Lut 21, 2014., 12:01 • Reply

    Nawet nie potrafię tego ogarnąć jeszcze. Moje ma 2mc a już panikuje, co będzie jak zacznie się przemieszczać O_o

  • Agnieszka Triebs
    Lut 21, 2014., 16:44 • Reply

    nas też wiele spotkało;) niby mam już większe doświadczenie przy drugim, ale i tak nam się zdarzają "wpadki", tak już jest z dziećmi:(

  • Aleksandra Sarnek
    Lut 21, 2014., 19:58 • Reply

    Póki co ani z jedną ani z drugą córką nie przeżyłam akcji poszukiwania w sklepie czy gdziekolwiek, odpukać ! :) ale starsza miała dar przewracania się często i wszędzie, siniak gonił siniaka a mnie się serce krajało patrząc na nią i na to jaka nieuważna była. Teraz podrosła i jest lepiej, za to młodsza daje popalić.

    Pozdrawiam.

    www.wiedzmanamiotle.bloog.pl

  • ollaa84
    Lut 28, 2014., 21:58 • Reply

    Nie wierzę w idealne mamy, którym nigdy nic się nie przytrafiło. Mamo z Irlandii nie wierzę, że twoje dziecko nie nabiło sobie guza albo cuś tam innego. Moja mała jak miał 2 latka bawiła się na podwórku i jak się odwróciłam jej już nie było ( najlepsze, że na podwórku byłam ja i mąż) szukaliśmy jej chyba z 10 minut, ryczałam jak bóbr, w poszukiwaniach pomagał brat męża który mieszka obok i jak już szłam po telefon, żeby dzwonić po policję zguba się znalazła, nie zgadniecie gdzie była- w klatce z królikami, brat męża hoduje królika a ta mała pchła otworzyła klatkę i weszła do zwierzątek, przechodziliśmy koło tej klatki z milion razy i nikt nie zauważył a ona się nie odzywała, w końcu mąż zauważył uchylone drzwiczki zajrzał a tam ona. Jaka byłam szczęśliwa, że się znalazła :)

LEAVE A REPLY

loading
×