Seria trudnych pytań, czyli skąd się biorą dzieci.

Prezes miał 2,5 roku i etap na zadawanie pytań.
Dlaczego? Po co? Co? Kiedy? Czemu?
I tak przez cały dzień.
– A czemu ten Pan tam idzie? A po co idzie? A dlaczego idzie?
– A kto mieszka w tym w domu? Jacy państwo?
– Kto zbudował ten mur? Czym?

A ja odpowiadałam. I po całym dniu byłam bardziej zmęczona gadaniem niż bieganiem za Prezesem.
Potem kupiłam jakąś gazetkę przeznaczoną dla rodziców.
W gazecie ciężarna kobieta. Prezes ogląda i pyta:
– A czemu ta Pani jest taka gruba?
Tłumaczę:
– Ona nie jest gruba. Jest w ciąży. Ma w brzuszku dzidziusia. Ty też byłeś u mnie w brzuszku.
Prezes wykorzystał wówczas całą swoją 2,5 letnią inteligencję i odpowiedział:
– Ooooo. Dlaczego mnie zjadłaś?

Do tematów ,,Skąd się biorą dzieci” nie wracaliśmy. Dzieci były, ale Prezesa nie interesowało skąd się biorą. Aż do dzisiaj.
Rano pełna dawnych wspomnień, jakie to moje Prezesiątko było malutkie, bezzębne, oślinione i łyse – na głos powiedziałam:
– Ach! Dopiero byłeś taki maluuusi.
Prezes spojrzał na mnie i pyta.
– Mamooo. A ja byłem u Ciebie w brzuszku tak?
Uśmiecham się.
– Tak.
– A jak stamtąd wylazłem?
Uśmiech znika z mojej twarzy.
– Eeee. Eeeeee. – jąkam się. Para niebieskich oczu wlepiona we mnie z zainteresowanym godnym Einsteina – Dołem wyszedłeś kochanie. Dołem.
Cisza. Mrużę oczy. Czekam na pytanie: ,,Jakim dołem?” – bo jak Prezesa kocham nie wiedziałabym co odpowiedzieć.
– Aha – mówi Prezes. Robię wielkie ,,uuuffff” – a jak tam wlazłem?

Przyznaję, że z teorii byłam na takie pytania przygotowana. Ale spodziewałam się, że zada mi je 5letnie dziecko. Nie niespełna 4letnie. Znowu się jąkam. PT zamiast mi pomóc wgapił się telewizor z uśmiechem na ustach. Ewidentnie śmiał się z mojej porażki. Prezes dalej drąży temat. Ja walę z grubej rury:
– Tata dał mamie nasionko i jesteś z tego nasionka.
Cisza. Czekam na słowo ,,Aha” i zakończony temat. Ale moje dziecię nie zadowoliło się tą odpowiedzią.
– A skąd to nasionko? A pokażecie mi to nasionko? A gdzie tata ma to nasionko?

Matka poległa na gruncie wychowawczo-pedagogiczno-edukacyjnym. Bo zamiast odpowiedzieć na pytanie nurtujące swoje dziecię, matka zmieniła temat. Wcześniej dając znaki PT, żeby udzielił jakiejś odpowiedzi – ale PT stwierdził, że skoro zaczęłam  to mam dokończyć. Potem się PT śmiał, że gdyby Prezes dalej temat drążył to by wytłumaczył.  Co? Skąd się bierze to nasionko? No bo jak powiedzieć 4latkowi skąd się biorą plemniki, które mama pięknie nazwała ,,nasionkami”?

 

COMMENTS (4)

  • martas
    Maj 03, 2013., 18:08 • Reply

    Ty się lepiej zawczasu zaopatrz w jakieś książeczki na temat bo obawiam się, że na jednej rozmowie się nie skończy :)
    Ps. z całą swoją pedagogiczną wiedzą nigdy nie wiem jak rozmawiać na takie tematy z tak małymi dziećmi :)

    • Matka Prezesa
      Maj 03, 2013., 18:46 • Reply

      Oczywiście jestem w pełni świadoma tego, że na tym się nie skończy. Jeżeli temat nie wróci na arenę w najbliższych dniach - na pewno wróci w najbliższych miesiącach.
      Wygooglowałam już kilka książek. :D

  • Anonymous
    Mar 25, 2014., 12:03 • Reply

    Tatusiowi nie pozostaje nic innego jak natrzepać tych kilka nasionek dla synka:-D

    • Matka Prezesa
      Mar 25, 2014., 12:06 • Reply

      Never!

LEAVE A REPLY

loading
×